Z półki Eryka #2 – luty 2018

Z półki Eryka #2 - luty 2018

Luty zdecydowanie nie był miesiącem, w którym mógłbym wygrywać jakieś czytelnicze wyzwania. Przeczytałem bowiem zaledwie jedną książkę. Nie przejmuję się tym jednak zbytnio. Tak jak już wam pisałem – w 2018 roku chcę czytać przede wszystkim uważniej. Co więc przeczytałem w minionym miesiącu? Odpowiedź w kolejnej odsłonie cyklu Z półki Eryka.

„Córki Wawelu. Opowieść o jagiellońskich królewnach”, Anna Brzezińska, Wydawnictwo Literackie

Córki Wawelu. Opowieść o jagiellońskich królewnach - Anna Brzezińska

Polska Piastów i Jagiellonów to czas wojen, sporów, sojuszy, intryg, zdrad, skomplikowanej dyplomacji. To też czas rozwoju i rozkwitu miast i miasteczek, między innymi Krakowa. Do nich zjeżdżali mieszkańcy mniejszych miejscowości i wsi w nadziei na lepszą przyszłość. Miasta jawiły się jako dające możliwość godziwego zarobku, zapewniającego chociaż bezpieczne utrzymanie. To w miastach takich jak Kraków działały uniwersytety, warsztaty czy różne inne tego typu instytucje. Tu rozwijał się handel, tu obracano dużą ilością pieniędzy. Tu prężnie działała też niestety prostytucja, snuto spiski i intrygi. W taki właśnie świat wprowadza czytelnika Anna Brzezińska w swojej najnowszej powieści.

„Córki Wawelu” rozpoczynają się jak klasyczna powieść. Uboga dziewczyna z Nowego Targu zaciąga się do pracy u słodownika. Dość szybko okazuje się, że musi się zajmować nie tylko warsztatem, ale też samym słodownikiem. Pamiętajmy, że w tamtych czasach kobiety nie miały zbyt wiele do powiedzenia. Przez mężczyzn często traktowane były jako ich własność. Miały służyć swojemu panu, cokolwiek to miałoby oznaczać. A często oznaczało również zaspokajanie jego potrzeb seksualnych. Tak też było i w przypadku bohaterki książki. Zachodzi ona w ciążę, którą ukrywa jak najdłużej, w końcu potajemnie rodzi małą dziewczynkę, jak się okazuje – karlicę. Postanawia pozbyć się dziecka. I w tym momencie to właśnie Dosia, owa mała dziewczynka, staje się główną bohaterką historii. Śledzimy jej losy od urodzenia, obserwujemy jak dość niespodziewanie trafia na królewski dwór stając się ważną częścią jagiellońskiego rodu.

Z perspektywy karlicy obserwujemy tamtejszy świat – świat wielkiej polityki, sojuszy, intryg, aranżowanych małżeństw, marzeń jagiellońskich księżniczek o dobrym mężu, szczęśliwej rodzinie. Anna Brzezińska pokazuje czytelnikowi Kraków pełen skrajności – z jednej strony pełen majestatu, wspaniałości i blichtru zamek na wawelskim wzgórzu, z drugiej – brud, gwałt, kradzieże rozgrywające się tuż pod jego murami. Obserwujemy codzienne życie królewskiej rodziny – jakie potrawy pojawiały się na stołach, jak zawierano małżeństwa, jakie zwyczaje obowiązywały przy narodzinach królewskich potomków, jak leczono choroby itp. itd. Po prostu jak wygladała codzienność za murami Wawelu. To ogromna wartość tej książki.

Na uwagę i pochwałę moim zdaniem zasługuje umiejętne połączenie przez autorkę książki elementów fabularnych z faktami historycznymi. Powstał z tego całkiem udany miszmasz, ni to powieść, ni esej, ni książka popularnonaukowa, choć do niej chyba jej najbliżej. Niestety, choć „Córki Wawelu” wciągnęły mnie na cały luty, to jest to książka moim zdaniem fragmentami przegadana. Rozumiem chęć autorki, by pokazać możliwie jak najszerzej i ze szczegółami kontekst historyczny, jednak chwilami ilość informacji może przytłoczyć i odstraszyć od dalszej lektury. Ja kilka razy miałem chęć odłożyć książkę i zabrać się za coś innego. Udało mi się jednak przebrnąć przez te ponad 800 stron, choć robiłem to chwilami trochę na siłę.

Podsumowując – „Córki Wawelu” to nie jest zła książka. To dobra, wciągająca powieść historyczna, chwilami tylko przytłaczająca ilością danych historycznych. Na pewno zasługuje na zainteresowanie, nie uważam czasu jej poświęconego za stracony. Nie ma zbyt wielu książek na polskim rynku opowiadających o czasach Jagiellonów z kobiecej perspektywy, a ta jest naprawdę ważna i ciekawa. Dla kogoś lubiącego historię – pozycja obowiązkowa. Dla wszystkich pozostałych – warta lektury.