(S)półki Eryka #9

(S)półki Eryka

Miniony miesiąc nie należał do tych, w których pochłaniam stosy książek. Mam na to swoje poważne usprawiedliwienie. Coś jednak przeczytać się udało, więc zapraszam na dziewiąty już odcinek serii (S)półki Eryka.

Wrzesień 2017 roku to był najgorszy miesiąc mojego 24-letniego życia. Jak już wiecie z poprzedniego wpisu skończyło się dla mnie coś, co do tej pory było czymś najważniejszym, jedynym pewnym, wokół czego planowałem swoją przyszłość. Uczę się teraz życia na nowo, w nowych warunkach. Chcąc nie chcąc odbiło się to bardzo na moim organizmie oraz aktywności czytelniczej. Przeczytałem bowiem tylko jedną książkę i to zaczętą jeszcze w sierpniu. Powoli jednak dochodzę już do siebie. Zaległości w lekturach mam ogromne, chciałbym to szybko nadrobić. Nie będzie to jednak proste, gdyż rozpoczyna się rok akademicki (mój ostatni!), jutro też mam pierwszy dzień w nowej pracy (pomódlcie się, by było dobrze). Czas chyba zainwestować w jakiś planer, który pomoże mi to wszystko jakoś ogarnąć.

Ale do rzeczy. Co zatem przeczytałem we wrześniu?

  • 1 numer „Gościa Niedzielnego”,
  • i jedną książkę.

Matka Teresa, „Wezwani do miłosierdzia”, Wydawnictwo Znak

Wezwani do miłosierdzia - Matka Teresa

Bardzo nietypowa książka. Tak naprawdę to zbiór wypowiedzi Matki Teresy o każdym z 14 uczynków miłosierdzia. Pamiętam jednak, że niezbyt dobrze mi się to czytało. Brakowało mi na pewno informacji o tym, gdzie, kiedy i do kogo dane słowa laureatki Pokojowej Nagrody Nobla zostały wypowiedziane. Wszystko było tam takie rozrzucone.
Sam pomysł wydania takiej książki wydaje mi się bardzo dobry. Nie było chyba w ostatnich latach człowieka, który bardziej uosabiałby swoją postawą uczynki miłosierdzia niż Matka Teresa z Kalkuty. Jej kanonizacja w trakcie Jubileuszu Miłosierdzia tylko to potwierdziła. Czymś oczywistym było więc, że musi powstać publikacja pokazująca jak ta święta kobieta wprowadzała uczynki miłosierdzia w życie.
Książka pokazuje, że do wypełniania uczynków miłosierdzia co do ciała i duszy wezwani jesteśmy wszyscy. I że mimo piętrzących się na samą myśl w naszych głowach trudności nie jest to nic trudnego. Wymaga odrobiny wysiłku i wyjścia poza swoją bezpieczną strefę komfortu, ale poczucie spełnienia i zrobienia czegoś dobrego dla drugiego człowieka w zupełności nam to wynagrodzą. Nie wspominając już o tym, że każdy taki uczynek dokłada jedną cegiełkę do budującego się dla nas mieszkania w Niebie.