(S)półki Eryka #7

(S)półki Eryka #7

WAKACJE! Lipiec, już po sesji na uczelni, można w końcu bezkarnie czytać książki, oglądać „Grę o tron” i inne seriale i filmy. Jakie są moje czytelnicze osiągnięcia mijającego miesiąca? Zapraszam na kolejny odcinek cyklu (S)półki Eryka.

Ci z was, którzy obserwują mnie na Instagramie zauważyli pewnie, że lipiec jest pierwszym miesiącem od dawna, w którym przeczytałem więcej prasy niż książek. Tak jakoś wyszło. Ale nie żałuję! Jakby zebrać do kupy wszystkie przeczytane przeze mnie gazety to zrobiłaby się z tego niezłej grubości książka. Poza tym wiadomo, że nie samymi książkami człowiek żyje. No, ale dość tego wstępu. Na początek jak zwykle krótkie wyliczenie tego, co przeczytałem w lipcu, a potem parę słów o będących na tej liście książkach.

Tak więc w lipcu 2017 roku przeczytałem:

  • 6 numerów „Gościa Niedzielnego”;
  • „Przegląd Sportowy” z dodatkiem „PS Reportaż”;
  • 1 numer miesięcznika „W drodze”;
  • 3 książki.

 

  1. Kardynał Joseph Ratzinger, „Duch liturgii”, wydawnictwo Christianitas
    Duch liturgii - kard. Ratzinger
    Czaiłem się na tę książkę od dłuższego czasu. Trochę czekała na mojej półce na swoją kolej, ale może to i dobrze? Nie jest to łatwa lektura, ale na pewno każdy, komu leży na sercu dobro liturgii, jej głębsze zrozumienie, powinien ją przeczytać.
    Kardynał Joseph Ratzinger, pisząc tę książkę, był prefektem watykańskiej Kongregacji Nauki Wiary. Nie było też nigdy żadną tajemnicą, że Msza święta jest w centrum jego życia, że zależy mu na tym, aby była odprawiana pięknie i godnie, żeby uczestniczący w niej wierni byli świadomi tego, co wydarza się na ołtarzu. To w końcu najświętsza rzeczywistość jaką mamy na Ziemi. Tymczasem czy zdarzyło się komuś z nas przeżyć ją dogłębnie? Być od początku do końca tylko tu i teraz?
    W „Duchu liturgii” kard. Ratzinger porusza problematykę między innymi kierunku modlitwy liturgicznej, obrazów i muzyki czy odpowiedniego miejsca celebracji. Pisze prosto i klarownie, nie pozostawiając miejsca na nieścisłości. Zmusza do zastanowienia się nad tym, jak sami podchodzimy do tych tematów.
    Nie jest to książka tylko i wyłącznie dla liturgistów czy teologów. Tak jak napisałem – powinien ją przeczytać każdy katolik.
  2. Jerzy Achmatowicz, „Nican Mopohua. Główne źródło studiów nad objawieniami guadalupańskimi w Meksyku w 1531 roku”, wydawnictwo ATUT
    Nican Mopohua - Jerzy Achmatowicz
    Nie raz i nie dwa pisałem na Facebooku, Twitterze, Instagramie i blogu o tym, że objawienia Matki Bożej w Guadalupe są moimi ulubionymi. Wszystko zaczęło się od fascynacji samym obrazem Maryi z Guadalupe. Niezmiernie podobało mi się to, że jest Ona na nim w ciąży. Nie trzyma małego Jezusa na ręku, ale On jest jeszcze w Niej. Nie żebym miał coś do małego Pana Jezusa, po prostu to przedstawienie jakoś szczególnie do mnie przemówiło.
    Ta książka to kompendium wiedzy o „Nican Mopohua” czyli pełnym tekście rozmów Maryi z meksykaninem Juanem Diego. Jest to pozycja naukowa, jednak czyta się ją bardzo dobrze, nie zawiera jakiegoś skomplikowanego słownictwa. Autor stara się przybliżyć czytelnikowi cały kontekst historyczny objawień w Guadalupe. Poznajemy więc ówczesną sytuację polityczną, dowiadujemy się trochę o codziennym życiu ludzi w tamtych czasach, co pozwala lepiej zrozumieć trudności jakie związane były z rozpowszechnieniem niezwykłych wydarzeń. W książce tej znajduje się również pierwsze pełne polskie tłumaczenie tekstu „Nican Mopohua” z meksykańskiej oryginału. Choćby już dlatego to pozycja warta przeczytania.
  3. Kardynał Robert Sarah, Nicolas Diat, „Bóg albo nic. Rozmowy o wierze”, wydawnictwo Sióstr Loretanek
    Bóg albo nic - kard. Robert Sarah, Nicolas Diat
    Jak to się stało, że pochodzący z biednej, afrykańskiej rodziny chłopiec został najpierw księdzem, potem biskupem, kardynałem i prefektem jednej z ważniejszych watykańskich dykasterii? Odpowiedź na to pytanie przynosi książka „Bóg albo nic”, będąca zapisem rozmowy z kard. Sarahem. Ten kapłan to moim zdaniem jedna z najciekawszych osobowości w Watykanie. Niezwykle skromny, pokorny, co przejawia się praktycznie w każdej jego wypowiedzi, wdzięczny Bogu za wszystko, co go w życiu spotkało.
    Dla mnie to książka to przede wszystkim świadectwo tego, jak ważną rolę mogą odegrać misjonarze pracujący na innych kontynentach. Sam kardynał Sarah właśnie misjonarzom ze Zgromadzenia Ducha Świętego zawdzięcza swoją obecność w kościele, rozmiłowanie w liturgii i Bogu. To oni odkryli w nim powołanie do kapłaństwa, co w afrykańskich realiach wcale nie było powodem do dumy dla rodziny. Kapłani musieli odbyć rozmowę z rodzicami młodego Roberta, aby uzyskać od nich zgodę na wyjazd przyszłego kardynała do seminarium. Sytuację dodatkowego utrudniał fakt, że jest on jedynakiem.
    „Bóg albo nic” to fascynujący wywiad z niezwykle ciekawym człowiekiem. Na pewno wart przeczytania.

Tyle ode mnie. Podzielcie się w komentarzach tym, co wam udało się w ostatnim czasie przeczytać. Chętnie też przeczytam o tym, jak spędzacie wakacje. Praca, urlop, odpoczynek w domu czy wyprawy w nieznane?