(S)półki Eryka #3

(S)półki Eryka #3

W marcu nie udało mi się przeczytać zbyt wielu książek. A to wszystko przez to, że zabrałem się za pozycje duże i grube. W tym miesiącu była tylko jedna taka książka, ale jak zajrzycie na stronie głównej bloga do sekcje #terazczytam to zobaczycie, że aktualnie czytam następne potężne tomiszcze. Niemniej jednak coś przeczytałem i teraz chcę się z wami tym podzielić.

(S)półki Eryka to comiesięczny cykl wpisów, w którym dzielę się z wami tym, co przeczytałem w mijającym miesiącu. Teksty ukazują się zawsze w ostatni dzień miesiąca. Poprzednie teksty z tej serii cieszyły się waszym zainteresowaniem, za co najserdeczniej dziękuję. Możecie je znaleźć TU i TU. A teraz do rzeczy – co przeczytałem w marcu?

  • 4 numery Gościa Niedzielnego
  • 1 numer miesięcznika W drodze
  • i 4 książki, o których poniżej

 

  1. Faustyna Kowalska, Dzienniczek. Miłosierdzie Boże w duszy mojej, wydawnictwo Promic

    Dzienniczek
    Tak, w końcu udało się mi się przeczytać Dzienniczek. Trudno silić się na jakąkolwiek recenzję czegoś takiego. To w końcu zapis objawień i przeżyć siostry Faustyny Kowalskiej, dziś już świętej, nazywanej Apostołką Bożego Miłosierdzia.
    Sam Dzienniczek jest lekturą trudną. Zacząłem go czytać jeszcze w lutym, skończyłem w marcu. To nie jest książka, którą trzeba czytać na jeden raz. Raczej chodzi w niej o to, by czytać ją mniejszymi lub dłuższymi fragmentami, które potem powinno się poddać krótkiej refleksji. Aczkolwiek myślę, że raz cały Dzienniczek powinien przeczytać każdy. Podobnie Pismo Święte. Oczywiście, zachwyca w tej książce niezwykła pokora Faustyny wobec objawiającego się jej Jezusa. Ujmuje jej miłość do Niego i prostota, wręcz dziecięcość w modlitwie. Ona nie modli się wyszukanymi słowami, nie używa górnolotnych metafor, w których już nie wiadomo o co chodzi. Nie, ona po prostu Pana Jezusa uwielbia, po prostu go o coś prosi, po prostu za coś dziękuje. Czy nie o to chodzi w modlitwie? I w ogóle w duchowości?
    Podsumowując – może to być lektura niezwykle ubogacająca, zachwycająca, ale trzeba do niej odpowiednio podejść.

  2. Grzegorz Gałązka, Spotkania, modlitwa, gesty, wydawnictwo WAM

    Franciszek
    Mamo kochana, jakie to jest piękne! Ta książka to album ze zdjęciami Grzegorza Gałązki, fotoreportera pracującego w Watykanie i dokumentującego przeróżne wydarzenia z udziałem Franciszka. Z racji mojej fascynacji papieżem Franciszkiem i zainteresowania fotografią wiedziałem, że to musi być coś dobrego.
    Książka jest przepięknie wydana, w dużym formacie, który sprzyja odpowiedniemu zaprezentowaniu zdjęć. A te zachwycają już od początku. Widzimy papieża skupionego podczas odprawiania Mszy świętej, radosnego i uśmiechniętego podczas spotkań z ludźmi choćby na audiencjach generalnych. Wszystko wzbogacone króciutkimi opisami informującymi o tym, jakie wydarzenie dana fotografia przedstawia. Gdzieniegdzie pojawiają się też cytaty ojca świętego.
    Polecam tę książkę z całego serca zarówno lubiącym fotografie i przeróżne albumy jak i tym, którym bliskie jest nauczanie papieża Franciszka.

  3. Paweł Szczaniecki OSB, Historia i symbolika medalika św. Benedykta, wydawnictwo Tyniec

    IMG_2269
    Mała i najsłabsza z przeczytanych przeze mnie książek. Niedopracowana pod względem redakcyjnym. Okropnie się to czyta. Zapowiadała się fajnie, w skrócie opowiedziana geneza i rozprzestrzenianie się medalika świętego Benedykta, a wyszło fatalnie. Stanowczo nie zachęcam do kupna.

  4. Jerzy Bralczyk, 500 zdań polskich, wydawnictwo Agora


    Zastanawialiście się kiedyś, skąd w naszym języku wzięły się takie sformułowania jak np. Gdyby kózka nie skakała toby nóżki nie złamała, Nie święci garnki lepią czy Kto rano wstaje temu Pan Bóg daje? Jeśli tak to koniecznie sięgnijcie po tę książkę! Profesor Bralczyk z charakterystyczną dla siebie swadą wyjaśnia genezę i rozwój 500 (właściwie to 501, czyli takie 500+ wyszło ;)) zdań, które zna chyba każdy. Są tu przysłowia, ale też cytaty z filmów, teksty reklamowe, czy nawet frazy znane z dowcipów. Zachwyca w tej książce to, jak prof. Bralczyk bawi się językiem pisząc o każdym ze zdań. Wszystkie z nich opisane są w lekkiej, przystępnej dla każdego formie, aczkolwiek pewne smaczki językowe pewnie nie wszyscy wyłapią. Sam pewnie nie dostrzegłem z połowy. Ci, którzy znają teksty i wypowiedzi profesora doskonale wiedzą o co chodzi.

Tyle ode mnie. Zachęcam do dyskusji, wymiany zdań i opinii o wyżej wymienionych książkach – komentarze są wasze. Śledźcie mnie w mediach społecznościowych, jestem na FB, na TT, na IG.

Dobrego weekendu, cieszcie się wiosną i słońcem!
Z Bogiem!
+