(S)półki Eryka #1

(S)półki Eryka #1

Pierwszy miesiąc 2017 roku to był dla mnie intensywny czas. Na uczelni zaczęły się zaliczenia i zerówki. Nie wszystko poszło idealnie, część zaliczeń i egzaminów jeszcze przede mną. Cieszę się jednak, że w styczniu nie zabrakło mi czasu na „najpiękniejszą czynność jaką ludzkość wymyśliła” (W. Szymborska), czyli czytanie. Udało mi się przeczytać całkiem sporo rzeczy, którymi chcę się teraz z wami podzielić.

Tekstem tym rozpoczynam nową serię comiesięcznych wpisów. Z racji tego, że dużo czytam postanowiłem przygotowywać takie miesięczne podsumowania, w których napiszę kilka zdań o każdej z przeczytanych w mijającym miesiącu książek. Jest to dla mnie o tyle wygodne i dobre, że nie o każdej pozycji dałbym radę napisać osobny tekst, ale już 4-5 zdań jak najbardziej.

Tak więc co udało mi się przeczytać w styczniu? Otóż przez 31 dni 2017 roku przeczytałem:

  • 2 numery „Gościa Niedzielnego”;
  • 1 numer miesięcznika „W drodze”
  • 1 zaległy numer „Teofila”
  • Oraz 5 książek.

W podsumowaniach oczywiście będę pomijał wszelkie czasopisma. Ta seria będzie dotyczyła tylko i wyłącznie
książek. Zatem do rzeczy.

 1. Jan XXIII, „Dzieje duszy”, wydawnictwo Znak

JanXXIII_Dziennikduszy_2014_500pcx
Tę książkę zacząłem czytać pod koniec 2016 roku, ale skończyłem w styczniu, więc umieszczam ją w podsumowaniu. „Dzieje duszy” to obszerny dziennik prowadzony przez księdza, biskupa, kardynała Angelo Roncalli – późniejszego papieża Jana XXIII. Fascynująca lektura. Pozwala poznać tego dziś już świętego człowieka, jego wnętrze, jego radości i smutki, obawy i nadzieje. W dzienniku pisze on o swoich najgłębszych pragnieniach. Uderza w nich jego ogromna skromność i pokora. Wielokrotnie pisze o tym, jak bardzo nie zasługuje on na wszystkie zaszczyty, które stały się jego udziałem. Kto by bowiem przypuszczał, że chłopak z maleńkiej włoskiej wioski stanie kiedyś na balkonie bazyliki św. Piotra w Rzymie ubrany w papieską biel? Że przejdzie do historii jako inicjator Soboru Watykańskiego II? Takie rzeczy to chyba tylko Pan Bóg potrafi wymyślić. I to jest piękne. Polecam tę książkę każdemu.

2. Józef Naumowicz, Narodziny Bożego Narodzenia”, wydawnictwo ZnakNaumowicz_Narodziny-bozego-narodzenia_500pcx

Fascynująca lektura o tym, skąd wzięło się święto Bożego Narodzenia, dlaczego obchodzone jest 25 grudnia, czy rzeczywiście zostało ono wprowadzone, aby zastąpić pogańskie święto Słońca. Ks. Naumowicz w tej książce obala mnóstwo mitów narosłych wokół tego święta. Przedstawia konkretne naukowe argumenty na potwierdzenie każdej swojej tezy i na obalenie każdego z popularnych mitów. Okazuje się bowiem, że mimo tego, że w Biblii nie ma podanej bezpośredniej daty urodzenia Jezusa, to 25 grudnia nie wziął się z kosmosu, tylko jest całkiem prawdopodobną datą przyjścia na świat Zbawiciela. Książkę czyta się bardzo przyjemnie, nie jest to naukowa rozprawa. Napisana jest przystępnym językiem, tak że mimo sporej ilości danych naukowych nie przytłacza. Warto ją przeczytać, aby samemu dowiedzieć się czegoś o genezie Bożego Narodzenia.

3. Peter Kwasniewski, „Kryzys i odrodzenie. Tradycyjna liturgia łacińska a odnowa Kościoła”, wydawnictwo Tyniecd2a3d4cd390568fab570d354dfa72829

To bardzo trudna książka. Napisana bardzo subiektywnie. Tak naprawdę to hymn na cześć liturgii odprawianej w tzw. starym rycie. Autor nie kryje swojej fascynacji i miłości do jej elementów i całości przebiegu. Sęk w tym, i to mnie w tej publikacji najbardziej boli, że niemiłosiernie wręcz pastwi się nad „nową” mszą świętą. I o ile zgadzam się, że jest kilka rzeczy, które można by w niej poprawić (więcej ciszy, doprecyzowanie koncelebry, nie udzielanie komunii na rękę itd.) to sprzeciw mój budzi krytykowanie posoborowej Eucharystii niemalże na każdej stronie książki. Pięknie się czyta fragmenty o liturgii trydenckiej, przebija się z nich autentyczna miłość, zauroczenia, fascynacja autora, ale zaraz potem pojawia się jedno, dwa, bądź kilka zdań o tym, jakim złem był SW II i szczególnie reforma liturgii. Zdecydowanie nie polecam tej książki każdemu.

4. Leon Knabit OSB, „Rekolekcje z ojcem Leonem. Potrzeba radosnych głosicieli Słowa Bożego”, wydawnictwo Tyniec2a46e8bfb4

Niezbyt gruba, ale przyjemna książka. Napisana w charakterystycznym „leonowym” stylu. To zapis rekolekcji, które o. Knabit wygłosił kilka lat temu. Słowa, które wtedy wypowiedział i problemy, które poruszał nie są wcale mniej aktualne. Tak jak wszystkie książki o. Leona tak i tę czyta się z przyjemnością i pożytkiem dla duszy i umysłu. Dzięki niej można spojrzeć na swoje życie i dokonać krótkiego rachunku sumienia z poruszanych tematów. Jako sympatyk o. Leona – polecam książkę.

5. Jan Kaczkowski, Dekalog księdza Jana Kaczkowskiego”, wydawnictwo WAM75860_0

Jedna z ostatnich rozmów przeprowadzona ze zmarłym prawie rok temu ks. Janem, szefem hospicjum w Pucku. Znając poprzednie książki-wywiady z nim w tej pozycji uderza lakoniczność jego wypowiedzi. W „Życiu na pełnej petardzie” jego odpowiedzi na pytania Piotrka Żyłki były zawsze kilkuzdaniowe, rozbudowane. Tutaj – przeciwnie. Czuć, że ks. Jan był już zmożony chorobą, może przeczuwał zbliżającą się śmierć. Dlatego tym intensywniej czyta się tę książkę, tym bardziej człowiek nie chce się od niej oderwać. A czytania nie ma tu dużo – „Dekalog” to około 20 minut ciągłego czytania. Ale mądrość, która przebija z każdej wypowiedzi ks. Kaczkowskiego zatrzyma przy książce na dłużej. A po skończeniu może i łezka się w oku zakręcić…

Tyle na dziś. Jeśli chcecie wiedzieć, co aktualnie czytam to pamiętajcie, że na blogu na stronie głównej po prawej stronie jest zakładka #TERAZCZYTAM, w której znajdziecie tę informację. Możecie też zajrzeć na mój profil na Instagramie, tam też wrzucam zdjęcia aktualnej lektury.
Mam nadzieję, że pomysł z takim podsumowaniem wam się spodoba. Dajcie znać, co o nim sądzicie.
Trzymajcie się ciepło, z Bogiem!

  • Po Janowe „Giornalle della anima” (albo jakoś tak po wlosku) po raz pierwszy zetknąłem się jakies 15 lat temu. Lektura, jak dla nastolatka, zrozumiała, uderzająca prostota i duchowymi rozwazaniami człowieka nam w sumie współczesnego, który z biegiem lat, jakby wbrew sobie, trafił na najważniejsze stanowiska w Kosciele. Dla mnie świetna. A do tego czytałem z biblioteki jakieś mocno przedpotopowe wydanie.

    Książka Jana czeka w kolejce 😏

    • Eryk Markowski

      Gorąco polecam ks. Jana. Nie tylko książki, ale też modlitwę o Niebo dla niego. 🙂