Rzecz, której nauczyłem się od dziadków + KONKURS

Rzecz, której nauczyłem się od dziadków + KONKURS

Edit: Czas na rozwiązanie konkursu. Książki otrzymują:
– Gosia M,
– Kamila Grotnik
– Marlena.

Zwyciężczyniom bardzo dziękuję za nadesłane historie i serdecznie gratuluję wygranej! Proszę o przesłanie danych do wysyłki książki na adres eryk.markowski93@gmail.com.


 

Gdy byłem dzieckiem nie bardzo lubiłem jeździć do dziadków. Wyprawy do nich zawsze kojarzyły mi się z ogromną nudą. Nie umiałem z nimi rozmawiać, nie umiałem z nimi spędzać czasu, nie prowadziliśmy jakichś długich rozmów. Przyjeżdżałem, byłem, wyjeżdżałem. Dziś jednak, z perspektywy swoich 25 lat życia patrzę z nostalgią i wdzięcznością na chwile spędzone z babciami i dziadkami. Bogu ogromnie dziękuję za to, że mam w głowie same miłe wspomnienia z nimi związane.

Jednym z pierwszych skojarzeń, gdy myślimy o swoich babciach z pewnością jest…jedzenie. Nie inaczej jest i w moim przypadku. Choć moje babcie nigdy nie były tymi „babciami z memów”, które napychają swoje wnuki jedzeniem do granic pojemności żołądka, to miały swoje popisowe dania, których smak do dziś zapamiętałem. I tak mama mojego taty robiła WYBITNE pączki. Nigdy w swoim życiu nie jadłem lepszych. Serio. I tak jak nie bardzo lubiłem jako dziecko do niej przyjeżdżać tak te pączki zawsze mnie jakoś przekonywały. Z kolei mama mojej mamy była mistrzynią pierogów z kapustą i grzybami oraz ruskich. Szczególnie tych pierwszych. Gdy przygotowywała farsz zawsze brałem łyżkę i bezczelnie go wyjadałem. Dopiero potem lądował na pierogach. A co to były za pierogi! Sama Magda Gessler musiałaby uznać ich wyśmienity smak!

Po dziadkach odziedziczyłem w dużym stopniu swoje zainteresowania. Jeden z nich, od strony mojego taty, grał w orkiestrze na klarnecie i saksofonie. Myślę, że po nim dostałem w genach jakąś muzyczną wrażliwość. Bo lubię muzykę. Bardzo. Choć sam śpiewać ani grać na żadnym instrumencie nie potrafię (kiedyś jako tako wychodził mi jedynie „Biały miś” na gitarze) to kilka razy słyszałem, że „mam słuch”. Potrafię wyłapać jakieś nieczyste dźwięki, bardzo wyraźnie słyszę też swój własny fałsz, gdy zdarza mi się coś podśpiewać. To na pewno mam po dziadku Henryku.

Gdy myślę o drugim z moich dziadków, Edwardzie, to mam z nim dwa skojarzenia – książka i ogród. Jeśli akurat nie czytał to znaczy, że był w ogrodzie. A jeśli go nie było w ogrodzie to pewnie czytał (albo był w drodze do biblioteki). Jeśli moje zamiłowanie do książek miałbym po kimś odziedziczyć to zdecydowanie po nim.

Dziś już żadnej z moich babć ani żadnego z dziadków nie ma na tym świecie. Głęboko wierzę w to, że nawet jeśli mieli jakieś utarczki z Panem Bogiem (a mieli) to dali się ogarnąć Jego miłosierdziu. Gdy czasem o nich myślę to mimo dziecięcej niechęci, o której już wspominałem, w sercu mam ciepło i radość. Wiem, że pierogi i pączki moich babć smakowały tak wyśmienicie, bo dodawały do tego jeden sekretny składnik – miłość. To z miłości do wnuków przygotowywały je na każdy nasz przyjazd. Monotonnie i nieustannie.

Pamiętam jak dziś moje kilkukrotne próby zagrania czegokolwiek na klarnecie dziadka. Cieszyłem się jak szalony, gdy udało mi się tylko dobrze dmuchnąć w ustnik, gdy wydobył się z niego jakikolwiek dźwięk. Albo gdy z drugim dziadkiem chodziłem do biblioteki. Gdy widziałem jak wybiera książki. To są chwile, proste i banalne, które mam w pamięci gdy myślę o swoich babciach i dziadkach.

Prostota. To jest rzecz, której nauczyłem się od dziadków i babć. Chociaż lepiej byłoby powiedzieć, że to coś, czego wciąż się uczę. Radość z przeczytanej książki, zjedzonych pierogów, rosnących warzyw czy po prostu przyjazdu wnuków. Tego też uczą mnie różne osoby starsze, które gdzieś spotykam. Gdy mnie często wydaje się, że nie mam powodów do zbytniej radości czy dziękowania Bogu, czasem sobie o tym przypominam. I nagle okazuje się, że powodów do radości trochę jednak jest.

A wy czego nauczyliście się od osób starszych? Napiszcie o tym w komentarzach. Dla autorów trzech jakoś najbardziej mnie poruszających wypowiedzi mam coś specjalnego – książkę „Dzielenie się mądrością czasu” od wydawnictwa WAM. „Ta jedyna w swoim rodzaju książka powstała dzięki pomysłowi Franciszka. Papież zaprosił ludzi starszych, by tak jak on podzielili się własnym doświadczeniem. Constance Caruso, która przez lata myślała, że nie ma niczego, co mogłaby dać innym, przekonuje, że nie warto wciąż analizować niepowodzeń, ale brać je za dobrą monetę. Trzeba kochać, mówi Maria Śmiałowska – jedna z trojga polskich bohaterów tej książki  – bo patrząc z perspektywy czasu, żałuje się tylko braku miłości.” – to krótka informacja o książce. Więcej przeczytacie na stronie wydawnictwa.

Na wasze wypowiedzi czekam do niedzieli 11 listopada do 23:59.

Z Bogiem!