Ruch Światło-Życie. Moja oaza

IMG_5492

Nie byłbym dziś taki, jaki jestem, gdyby nie pewna wspólnota. Pojawiła się w moim życiu gdy byłem w gimnazjum. Moje początki z nią były trudne. Pojechałem na rekolekcje wakacyjne, z których wyjechałem w czasie ich trwania. Moja nieobecność nie była długa, gdyż trochę przymuszony, wróciłem po jednym dniu. I to była jedna z najlepszych rzeczy, która przytrafiła mi się w życiu. Co to za wspólnota? Ruch Światło-Życie.

W oazie (dla niewtajemniczonych – to popularna nazwa Ruchu Światło-Życie) spędziłem 8 intensywnych lat. Na początku byłem uczestnikiem, potem zostałem animatorem. Jeździłem na Oazy Modlitwy, Szkoły Animatora, oazy wakacyjne, chodziłem na spotkania formacyjne w parafii. Te 8 lat to były bez wątpienia niesamowicie ważne dla mnie i dla mojego rozwoju lata. To w tej wspólnocie uczyłem się odpowiedzialności za siebie i innych, sumienności czy takich trywialnych rzeczy jak obieranie ziemniaków. Bo w oazie piękne jest między innymi to, że jest zanurzona w życiu. Jest czas na Eucharystię, na modlitwę, ale koniec końców ktoś musi też nakryć do stołu, wynieść śmieci czy posprzątać toalety.

Jest kilka takich rzeczy, za które szczególnie jestem wdzięczny Ruchowi Światło-Życie diecezji radomskiej. Jedną z nich jest umiłowanie liturgii. W oazie dba się o to, aby Msza święta była piękna. Stąd podczas rekolekcji w punkcie dnia znajdują się pozycje takie jak szkoła liturgiczna czy śpiew. Wynika to z przeświadczenia, że Eucharystia jest najświętszą rzeczywistością jaką mamy. Dlatego powinna być odprawiona i przeżyta w skupieniu i zrozumieniu. Na szkołach liturgicznych oazowicz poznaje Mszę świętą, jej poszczególne elementy i ich znaczenie. Wszystko po to, aby zakochać się w liturgii. A jeśli nie uda się tego osiągnąć, to żeby chociaż rozumieć co się podczas niej wydarza.

W oazie poznałem fantastycznych ludzi. Zdecydowana większość moich aktualnych znajomych, włącznie z moją dziewczyną, to osoby, które poznałem albo w oazie albo dzięki niej np. na różnych wydarzeniach diecezjalnych. I tym ludziom zawdzięczam naprawdę wiele. Niezliczone rozmowy, żarty, łzy, śmiechy, porady, zapewnienia o modlitwie – to wszystko dzięki nim. Wielokrotnie przekonałem się o tym, że w dużej mierze to od ludzi zależy klimat choćby rekolekcji wakacyjnych. Gdy jesteście ze sobą 17 dni, w miejscowości gdzie nawet telefoniczny zasięg nie sięga, nie da się niczego udawać. Wszystko z człowieka wychodzi. Mądra wspólnota w takich sytuacjach wesprze kiedy trzeba, a kiedy trzeba zmotywuje do działania. Tak jest w oazie.

Pisząc ten tekst w mojej głowie pojawiają się co chwilę nowe wspomnienia związane z Ruchem Światło-Życie. Przed oczami stają mi twarze tych, których lubiłem, moich uczestników czy też tych, do których nie pałałem zbytnią sympatią. Przypominam sobie co śmieszniejsze sytuacje, żarty, pakuny. Exodus na II stopniu Oazy Nowego Życia, Msza święta o wschodzie słońca nad Pilicą w Dąbrówce, wigilia i pasterka w lipcu, gregory czyli posłanie animatorów na rekolekcje wakacyjne.
To oaza ukształtowała moją pobożność. To tam upodobałem sobie modlitwę przed wystawionym Najświętszym Sakramentem, w małej kaplicy, przy niewielkiej ilości światła, płomieniach świec, ciszą przeplataną spokojnymi pieśniami granymi na gitarze, trochę w duchu Taize. Dziś wspominam to z sentymentem, tęsknotą, uśmiechem.

Widzę, że ewidentnie Pan Bóg chciał, żebym znalazł się w tym ruchu. Bez Niego nie byłoby żadnej z wymienionych przeze mnie rzeczy. To On nas rozkochiwał w liturgii, dawał nam się w niej poznać, On działał przez ludzi, On inspirował wszelkie działania, rozlewał w nas radość i pokój. To przede wszystkim On zainspirował przed kilkudziesięciu laty księdza Franciszka Blachnickiego do założenia Ruchu Światło-Życie. Dziś obchodzimy 30 rocznicę śmierci założyciela oazy. To z tej właśnie okazji powstał ten tekst. W Watykanie toczy się proces beatyfikacyjny Sługi Bożego księdza Blachnickiego. W zeszłym roku papież Franciszek podpisał dekret o jego heroiczności cnót. Teraz czekamy i prosimy już tylko i aż o cud za wstawiennictwem ks. Franciszka.

Na koniec mała prośba. Bez względu na to, jaki masz stosunek do oazy, odmów teraz proszę w spokoju modlitwę o beatyfikację księdza Franciszka. Przekaż ją dalej swoim znajomym, a może zacznij ją odmawiać codziennie? Mam głębokie przekonanie, że taki święty jak ks. Blachnicki jest nam dziś potrzebny, że możemy się od niego wiele nauczyć. Zamieszczam zatem tekst modlitwy.

Boże, Ojcze wszystkich ludzi, Ty w pełni czasów posłałeś do nas Swojego Syna, aby rozproszone dzieci Boże zgromadzić w jedno i mocą Ducha Świętego pozwalasz nam uczestniczyć w Twoim życiu. Ty w każdym czasie wzywasz ludy i narody, aby oczyszczone we Krwi Baranka przeszły z wielkiego ucisku do Twojej chwały. Wielbimy Cię w Twoim Kościele, który jest „światłem” narodów. Dziękujemy Ci za ludzi Kościoła, których współcześnie postawiłeś na naszej drodze życia.

Przez wstawiennictwo Niepokalanej, Matki Kościoła prosimy o dar coraz większej miłości, z której zrodził się Kościół i dla której został powołany.

Dziękujemy Ci za liczne charyzmaty Kościoła i za dary otrzymane na drodze Oazy Żywego Kościoła i Ruchu Światło – Życie, których założycielem jest Twój kapłan Franciszek Blachnicki, „gorliwy apostoł nawrócenia i wewnętrznej odnowy człowieka” (Jan Paweł II).

Jesteśmy przekonani, że kapłan ten uczestniczy już w Twojej chwale niebieskiej. Jeżeli jednak Ty, Ojcze, wybrałeś go, by teraz w szczególny sposób kapłan ten stał się dla nas wzorem i przykładem, i by nadal przyczyniał się do wzrostu Twego Królestwa na ziemi, to naszym zadaniem będzie przyczyniać się do tego, by ta wola stała się powszechną nie tylko w niebie, ale i na ziemi. Prosimy Cię o to z całą pokorą, a czynimy to przez naszego Pana za wstawiennictwem Niepokalanej, Matki Kościoła.

Amen.