Różaniec – moc w prostocie

Mam ich kilka. Drewniane, plecione, całe i tylko dziesiątki w formie gumowej opaski bądź pierścionka na palec. Mimo tego, że wiem, do czego one służą, co się z nimi robi, to korzystając z nich często mam wrażenie, że nie dorastam. Nie potrafię się skupić od początku do końca. Pierwsze pięć „zdrowaś Maryjo” zwykle przemykają mi niezauważenie. Dopiero potem zaczynam coś kojarzyć, ogarniać co ja w ogóle robię. I wtedy przychodzą kolejne rozproszenia: czy te poprzednie „zdrowaśki” były odmówione godnie? Czy nie warto może zacząć od nowa? I z tymi myślami dobiegam do mety. Chwytam ten wyraźnie wyróżniający się na tle innych koralik i mówię: „chwała Ojcu, i Synowi, i Duchowi Świętemu”. Tak Panie. To Ty się tutaj liczysz. To na Twoją chwałę te moje zmagania.

Różaniec jest jedną z popularniejszych form modlitwy. I jedną z moich ulubionych. Fascynuje mnie w nim jego ponadczasowość i prostota. To modlitwa dla każdego. I młodego hipstera, i bogatego biznesmena, i wiejskiego rolnika. Odmawiać ją można wszędzie. W tym miesiącu szczególnie w kościele podczas nabożeństw różańcowych przed Najświętszym Sakramentem. Można w domu przed obrazem Maryi. Można na spacerze, w kolejce do sklepu czy podczas jazdy komunikacją miejską. Wystarczy tylko chcieć. Na początku nie trzeba nawet mieć różańca, wystarczą palce. Z doświadczenia wiem, że jakoś tak się dzieje, że potem człowiek chwyta jednak różaniec.

Różaniec fascynuje mnie również przez to, że jest w nim jakaś sfera tajemnicy. Dla kogoś z zewnątrz może to być nudna modlitwa. Co takiego super jest w powtarzaniu dziesięć razy pozdrowienia anielskiego przeplatanego „Ojcze nasz” i „chwała Ojcu”? Na to pytanie nie mam odpowiedzi. Wydaje mi się, że trzeba po prostu spróbować. Postanowić sobie, że np. przez tydzień będę codziennie odmawiał dziesiątek. Wtedy można będzie się przekonać na własnej skórze, że modlitwa różańcowa jest piękna, pomaga się wyciszyć, złapać dystans do problemów. Otworzy się w sercu furtka, przez którą Bóg będzie mógł wlać hektolitry swojej Miłości.

Mam swoje metody na modlitwę różańcem. Tu przyznam szczerze – rzadko rozważam kolejne tajemnice. Nie jest tak, że biorę do ręki różaniec, robię znak krzyża i myślę sobie: „tajemnica trzecia radosna – narodziny Pana Jezusa”. Nie wiem czy to dobrze czy źle. Zwykle jednak po znaku krzyża myślę o intencji, w której chcę się modlić. I przechodzę do modlitwy.
Innym moim sposobem na różaniec jest powiedzenie sobie przed każdym „zdrowaś” intencji. Tę formę różańca praktykuję najczęściej, niemalże zawsze gdy się nim modlę. Daje mi to poczucie tego, że włączyłem mnóstwo swoich spraw w tę modlitwę, że one nie zależą już ode mnie, że teraz gdzieś tam w niebiańskiej dyspozytorni ktoś te moje sprawy wziął w swoje ręce i pracuje nad tym, żeby pomóc mi wyciągnąć z nich dobro. Uwalniam się od poczucia, że wszystko zależy ode mnie, że w ogóle beze mnie to ten świat by się zawalił.

Pisząc ten tekst towarzyszy mi nieustannie myśl o tym, że Pan Bóg niesamowicie upodobał sobie prostotę. Weźmy np. zwiastowanie. Kogo wybrał na matkę swojego Syna? Prostą dziewczynę z Nazaretu, młodą, pełną marzeń i ideałów. A mógł przecież wybrać jakąś księżniczkę, kogoś lepiej urodzonego. Podobnie jest z modlitwą. Ona wbrew pozorom jest bardzo prosta. To my mamy tendencję do jej komplikowania. Wydaje nam się, że coś prostego jest jednocześnie czymś niegodnym Boga. A Jemu chodzi tymczasem o najzwyczajniejszy w świecie kontakt z nami. O to, byśmy potrafili Mu podziękować, nie bali się o coś poprosić, nie wstydzili się przeprosić. Nie wymaga On od nikogo z nas doktoratu z teologii i historii Kościoła. Wystarczą proste słowa, takie jakie nam przychodzą do głowy. Nie bójmy się ich.

Taki prosty, w dobrym znaczeniu tego słowa, jest też różaniec. Tak naprawdę powtarzamy w nim na przemian trzy modlitwy. Jest „Ojcze nasz”, jest „zdrowaś Maryjo” i „chwała Ojcu”. Z pozoru to takie…nic. A jak już się wejdzie w tę modlitwę, to chce się w niej zostać, wraca się do niej w różnych punktach dnia, codziennie. Mimo rozproszeń, mimo tego, że może większość „zdrowasiek” jest wypowiedziana w pośpiechu i rozproszeniu jest w tej modlitwie coś, co nie pozwala się od niej oderwać. Tak przynajmniej jest w moim przypadku.

Gorąco zachęcam każdego z was, szczególnie tych, którzy mają z różańcem problem, aby dać tej modlitwie szansę. Może to będzie już tysięczne wasze podejście. Zróbcie tysiąc pierwsze. Z własnego doświadczenia mogę powiedzieć, że warto. W tej prostocie jest moc. Nie z tej ziemi.