„Przyjaciele” – za co kocham ten serial?

Ci, którzy obserwują mnie na Instagramie wiedzą, że w swoim życiu czytam bardzo dużo książek. Jako rasowy introwertyk i domator mam również inne upodobania, np. oglądanie seriali. Dziś chciałbym podzielić się z wami swoją refleksją na temat swojego zdecydowanie ulubionego tasiemca – kultowych „Przyjaciół”. Za co ten cykl uwielbiam, w których momentach autentycznie się wzruszyłem, a nawet płakałem?

  1. Przyjaźń

    „Przyjaciele” to serial o przyjaźni. Stwierdzenie z pozoru głupie, ale wymagające napisania. Przyjaźń jest w tym cyklu pokazana bardzo pięknie. Nie jest cukierkowa, przesłodzona. Wielokrotnie ta relacja łącząca Monicę, Phoebi, Rachel, Chandlera, Joeya i Rossa jest wystawiana na próbę. Nigdy jednak nie upada. Każdy z bohaterów ma swoje problemy jednak dzięki wsparciu wiernych i oddanych przyjaciół znajduje siły i sposoby ich rozwiązania. Ten serial pokazuje jak ważna jest taka szczera i oddana przyjaźń, jak ważne jest to, by mieć chociaż jedną osobę, która będzie nas znała na wylot – nasze słabości i zalety, będzie wiedziała, co oznaczają różne nasze reakcje itp. Proste stwierdzenie, że człowiek jest istotą społeczną w „Przyjaciołach” jest genialnie zwizualizowane.

  2. Dojrzewanie

    Tak, „Przyjaciele” to też serial o dojrzewaniu. I to pod każdym względem. Począwszy od fizycznego wyglądu aktorów (polecam przejrzeć zdjęcia z pierwszego i ostatniego sezonu!) jak i psychologicznym. Na początku obserwujemy życie szóstki młodych, dwudziestoparoletnich mieszkańców Nowego Jorku. Ich życie kręci się wokół dziewczyn i facetów, wchodzą w różne związki, nie myślą jednak zbyt poważnie o stabilizacji. Najbliższy tego stanu jest Ross, który był już mężem, jednak jego małżeństwo dosyć szybko się rozpadło. Dużą radość sprawia mi obserwowanie, jak powoli, każdy w swoim tempie, dojrzewają do decyzji o ślubie, założeniu rodziny. Serial utrzymany jest w stylu komediowym, więc po drodze przytrafiają im się różne niesamowite sytuacje, jednak wciąż widać, że tęsknią za stabilnym życiem u boku męża lub żony, posiadaniem dzieci.

  3. Przebaczenie

    W takiej całkiem sporej, bo sześcioosobowej grupie przyjaciół muszą zdarzyć się kłótnie, złośliwości, różne niedopowiedzenia. Nie inaczej jest w przypadku bohaterów serialu. Pięknie jest w nim pokazane, że nieważne, co nas dzieli, jak bardzo się pokłócimy, pogniewamy – jeśli przypomnimy sobie, co nas łączy wybaczyć można wszystko. I to naprawdę wszystko – od różnych kłamstw aż po zdradę. Nie ma w życiu relacji, która nie byłaby oparta na przebaczeniu. Warto tylko pamiętać, i to też jest w „Przyjaciołach” pokazane, że przebaczyć, to nie oznacza zapomnieć.

  4. Wzruszenia

    „Przyjaciele” jak każdy serial bazują na emocjach widzów. Dobry serial odznacza się tym, że wzbudza u odbiorcy określoną reakcję na to, co widzi. Ja oglądając „Przyjaciół” śmiałem się wielokrotnie, kilka razy byłem wzruszony, raz tak, że nawet uroniłem kilka łez (żeby nie spoilerować – sezon 3 odcinek 15). Moim zdaniem to ogromna wartość tego serialu. Wielokrotnie byłem po prostu ciekaw, jak dany wątek się rozwinie, co będzie w kolejnym odcinku itp. Wiem, że taką reakcję wywołuje wiele seriali, sam tak miałem również np. oglądając „House Of Cards”. Jednak „Przyjaciele” mają w sobie coś wyjątkowego. Może po prostu to, że w głębi serca tęsknię za tym, by mieć chociaż dwójkę takich wiernych przyjaciół?

  5. Szczęście na wyciągnięcie ręki

    Dobry serial nie może obyć się bez wątków miłosnych. Tych w „Przyjaciołach” jest całkiem sporo. Każde z nich prowadzi bogate życie towarzyskie. Z takiego czysto katolickiego punktu widzenia można zarzucić serialowi, że promuje bogate życie seksualne. Jego bohaterom często nie potrzeba nawet drugiej randki, by pójść z kimś do łóżka. Czy to jednak będzie miało sens? Osobiście wolę skupić się na tym, co dobre niż wytykać zło. A bardzo dobre w „Przyjaciołach” jest to, że pokazują piękną stronę miłości. Tej takiej wymarzonej, bo romantycznej, zdolnej do poświęceń, pełnej czułości, namiętności i tęsknoty. Tej miłości, której szukamy na całym świecie, a okazuje się, że mamy ją codziennie na wyciągnięcie ręki. Miłości od pierwszego wejrzenia aż do śmierci.

Tytułem końca – polecam „Przyjaciół” każdemu, kto poszukuje dobrego serialu. Odcinki trwają 20 minut więc można je oglądać np. podczas jedzenia obiadu, potem kolacji, robiąc kawę itp. Sprawdzone 😉

PS: A wy co oglądacie? Jakie są wasze ulubione seriale?