Przeprowadzka – lęki i nadzieje

Nie lubię się przeprowadzać. Nie lubię się pakować i potem rozpakowywać. Nie lubię związanego z tym zamieszania i urządzania swojego nowego pokoju. Nie lubię nowych początków. A to wszystko czeka mnie już w najbliższy weekend.

W czerwcu tego roku podchodziłem do obrony pracy licencjackiej. Rezultat był pozytywny, więc zakończyłem studia I stopnia na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Długo zastanawiałem się, co dalej począć ze swoim życiem. Magisterka – to oczywiste, ale gdzie? Kraków? Warszawa? A może zostać w Lublinie? Biłem się z myślami, rozważałem plusy i minusy każdego rozwiązania. W końcu postanowiłem – Kraków. No dobra, miasto wybrane. Następny dylemat – jaka uczelnia? Uniwersytet Jagielloński czy Uniwersytet Papieski Jana Pawła II? Kolejny problem do rozwiązania. Sytuacji nie ułatwiał fakt, że dostałem się na obie uczelnie. Stanęło w końcu na UPJPII. Niektórzy mi się dziwią, że zrezygnowałem za studiów na UJ. Może będę tego żałować, a może nie? Życie to w końcu sztuka ciągłych wyborów. Nie z każdego jest się potem zadowolonym.

Po wyborze miasta i uczelni przyszedł czas na szukanie mieszkania. Bardzo chciałem zamieszkać z kimś znajomym. Wbrew temu, co może się wydawać obserwując mnie na Facebooku czy Instagramie, jestem osobą lubiącą ciszę i spokój. Nie jestem typem człowieka, który chodzi na imprezy i bryluje w towarzystwie. Nawiązywanie nowych znajomości przychodzi mi zawsze z dużym trudem. Zdecydowanie bardziej wolę ciszę swojego pokoju, kubek z dobrą herbatą bądź kawą, wciągającą książkę, zapalone świece, przygaszone światło. Dlatego tak mi zależało, by zamieszkać chociaż z jedną osobą, którą znam. Jak nietrudno się domyślić – nic z tego. Znalazłem pokój w mieszkaniu, w którym poza mną mieszkać będą 3 obce mi osoby. Mało tego – nie znam nikogo ze swojego roku na studiach. Nikogo.

Przeprowadzam się w sobotę. Większość rzeczy (chyba) mam już spakowanych. Jakie uczucia towarzyszą mi przed wyjazdem? Jest we mnie dużo lęku. Tak jak wspominałem – nie jestem duszą towarzystwa. Jestem pełen obaw o to, jak będzie mi się mieszkało, jacy będą ludzie na studiach, jak odnajdę się w tylu nowych „początkach”. Czy sobie poradzę? Jak będę odbierany? Czy podjąłem dobrą decyzję? Podobnych myśli w głowie mam setki.

Przy tym wszystkim towarzyszy mi jednak poczucie jakiejś ekscytacji. Lublin to miasto bardzo przyjemne, spokojne, niewielkie. I ograniczające. Ja przynajmniej odniosłem takie wrażenie. Kraków to już coś zgoła odwrotnego. To miasto szans, niezwykle urokliwe, pełne historii i tajemnic. Przesiąknięte polskością i chrześcijaństwem. Od ponad roku chodziła mi po głowie myśl, żeby na magisterkę przenieść się właśnie tam. Udało się. Teraz ode mnie zależy, co z tą daną mi od Boga szansą zrobię. Chcę jak najlepiej wykorzystać czas studiów. Mam głęboką nadzieję, że z Bożą pomocą pokonam wszystkie swoje lęki i obawy. O to się modlę i was też o modlitwę proszę.

Przeprowadzka otwiera przede mną nowe perspektywy. Pokonania swoich lęków, barier, ograniczeń. Przeżycia czegoś nowego. Zainspirowania się nowością, otaczającym światem, ludźmi wokół. Studia owszem, są ważne, ale nie chcę zamykać się tylko na nich. Mimo moich strachów chcę przeżyć ciekawą przygodę. Chłonąć otaczający świat, doświadczać go.

Czy zostanę w Krakowie na dłużej? Nie wiem. Będę tam co najmniej 2 lata. Co potem? Czas pokaże.