Papież Franciszek – autorytety #2

Papież Franciszek

5 lat temu o tej porze byłem w mieszkaniu wikariusza w mojej rodzinnej parafii. Oglądaliśmy transmisję z Watykanu, gdzie nad Kaplicą Sykstyńską unosił się biały dym – znak, że kardynałowie wybrali nowego papieża. Czekaliśmy bardzo niecierpliwie aż nowy następca św. Piotra pojawi się na balkonie watykańskiej bazyliki. Wreszcie pokazał się on – kard. Jorge Maria Bergoglio SJ – od tego dnia papież Franciszek. Tamtego dnia w życiu bym nie przypuszczał, że 266 biskup Rzymu stanie się jedną z ważniejszych postaci mojego życia.

Przez te 5 lat pontyfikatu Franciszka wydarzyło się bardzo wiele. Nie sposób wymienić wszystkich pięknych gestów, które wykonał, ważnych decyzji, które podjął, encyklik, adhortacji, listów, homilii, które napisał. Można silić się na tworzenie tekstów z rankingiem „najważniejszych” gestów i słów papieża, jednak myślę, że nie to jest dziś najważniejsze. Jestem przekonany, że chodzi mu tylko i wyłącznie o dobro i zbawienie każdego pojedynczego człowieka. Jako biskup Rzymu jest odpowiedzialny niejako bezpośrednio przed samym Bogiem za cały Kościół. Nie wyobrażam sobie nawet jaki to musi być ciężar.

To jedna z rzeczy, za które Franciszka autentycznie podziwiam i czego chcę się od niego uczyć. To dostrzeganie człowieka. Nie masy, nie tłumu, nie setek tysięcy, ale tego jednego, konkretnego człowieka. Nierzadko schorowanego, odrzuconego przez społeczeństwo, rodzinę, którego wszyscy omijają szerokim łukiem. Jak wtedy, gdy po jednej z audiencji podszedł do człowieka, któremu choroba strasznie zdeformowała twarz i bez żadnych oporów czy wstrętu, objął go, ucałował. Chciałbym powiedzieć, że zachowałbym się tak samo. Boję się jednak, że byłoby to dla mnie zbyt duże wyzwanie.

Niezwykle cenię w naszym papieżu jego spontaniczność i odwagę. Ich przykładem może być choćby sytuacja sprzed kilku tygodni. Wracając z podróży do Peru i Boliwii Franciszek pobłogosławił związek małżeński stewardessy i pracownika linii lotniczych. I choć wielu oburzało się na taki gest, rzucając w papieża gromy, wypisując, że to niegodne, że nieważne, że ślub powinien się odbyć w kościele itp to świetnie wpisuje się w to, co już opisałem – papież dostrzega człowieka, jego konkretną sytuację i potrzeby. I jeśli tylko może stara się na nie odpowiadać. Mnie osobiście to bardzo urzeka.

Franciszek dla mnie osobiście nierzadko jest powodem nawrócenia. Jego słowa i gesty potrafią wzbudzić we mnie wyrzuty sumienia, sprowokować do refleksji, zastanowienia się nad sobą i swoimi zachowaniami. Ogromnie cenię w nim również to, że zachęca do angażowania się w losy Kościoła wszystkich. Robi miejsce na ożywioną i wartościową dyskusję, nikogo nie krytykuje, wręcz przeciwnie – zachęca do wyrażania swojego zdania, nawet jeśli jest ono o 180 stopni odmienne. Takie ścieranie się poglądów i wrażliwości może doprowadzić do niespodziewanych i ważnych wniosków. Bez dyskusji, krytyki w prawidłowym rozumieniu tego słowa, nie ma rozwoju.

Gdy dziś patrzę na papieża Franciszka w sercu odczuwam tylko jedno – ogromną wdzięczność. I z tym uczuciem chcę dziś wieczorem siąść do modlitwy za 266 następcę św. Piotra. Bez modlitwy nas, wiernych, żaden papież nie będzie w stanie skutecznie pełnić swojej posługi. Proszę więc każdą i każdego z was – znajdźcie dziś jeszcze czas na modlitwę za Franciszka. Niech Bóg mu błogosławi i go strzeże.