O ŚDM z mojej perspektywy

Długo się zbierałem do napisania tego tekstu. Zastanawiałem się czy w ogóle warto go napisać, a jeśli tak – to jak ugryźć temat, jak przedstawić to, co chodzi mi po głowie. Widząc jednak w internecie wyłącznie głosy zachwytu nad Światowymi Dniami Młodzieży postanowiłem pokazać, jak wyglądało to z mojej perspektywy.

Na początek ważna kwestia. Na ŚDM do Krakowa pojechałem jako tzw. wolontariusz hybrydowy. Pojęcie to oznacza tyle, że wolontariuszem byłem zarówno w swojej diecezji przed ŚDM jak i potem w Krakowie. Razem ze mną z diecezji radomskiej pojechało jeszcze w tej samej roli ponad 10 osób. W Krakowie byliśmy przydzieleni, niezależnie od nas, do różnych sekcji – kwatery polskiej, komunikacji i katechez. Ja byłem członkiem sekcji komunikacji, a w niej – fotografem. Jarałem się tym niesamowicie. Dostałem profesjonalny identyfikator, wszystko wyglądało na dopracowane i dopięte. Problemy zaczęły się jednak już dnia następnego.

Sekcja komunikacji okazała się sekcją totalnego chaosu. Wraz ze znajomymi odnosiliśmy wrażenie, że tak naprawdę jej koordynatorki nie wiedzą, co z nami zrobić. Wprawdzie moje zadania były proste – zrobić zdjęcia, wybrać kilka i wysłać – ale uczestnicząc w problemach kolegów i koleżanek zachodziłem w głowę, jak można być tak niezorganizowanym w centrum prasowym już po rozpoczęciu TAKIEGO wydarzenia? Niejasny podział zadań, kilka dziennie maili zawierających sprzeczne informacje, przydzielanie i odwoływanie zadań, niedogadanie ważnych kwestii z instytucjami takimi jak BOR…. Przykłady mogę jeszcze mnożyć. Wszystko to bardzo skutecznie odbierało zapał i chęć do jakiejkolwiek pracy. Skutkowało to tym, że niektórzy wręcz nie pojawiali się wcale w centrum prasowym znajdując o wiele ciekawsze i konkretniejsze zadania np. w kwaterze polskiej.

Miałem jednak nadzieję, że wszystkie te trudy, niedogodności, problemy, zrekompensuje jakoś przyjazd papieża. Że wtedy magicznie o wszystkim zapomnimy, będziemy chłonąć jego obecność i jego słowa. I rzeczywiście pierwsze spotkanie z Franciszkiem w oknie przy ul. Franciszkańskiej pełne było radości, entuzjazmu. Cieszyłem się, że on jest tu naprawdę, że to się dzieje, że to prawda i że ja w tym uczestniczę. To było pierwsze i, jak się potem okazało, jedyne „wow” jakiego doświadczyłem.

Brałem udział we wszystkich wydarzeniach z udziałem ojca świętego na ŚDM. Byłem na Błoniach na ceremonii powitania i drodze krzyżowej, potem na Campus Misericordiae na czuwaniu i Mszy świętej. Nie mogłem wziąć udziału w spotkaniu z wolontariuszami na Tauron Arenie, czego cholernie żałuję. Ale czy to jest normalne, że wolontariuszowi daje się wybór – jesteś albo na Mszy, albo na spotkaniu? Rozumiem, że z Brzegów do Krakowa nie jest wcale blisko, ale… Znaczna część wolontariuszy nie mogła wziąć udziału w organizowanym specjalnie dla nich spotkaniu. Bez komentarza.

Wiele mówi się o atmosferze ŚDM. Niestety nie dane mi było jej poczuć. Nie wiem z czego to wynika, ale ja w Krakowie czułem się jak turysta, nie jak uczestnik Światowych Dni Młodzieży. Jasne, że na rynku spotkać można było cały świat, ale jakoś to wszystko przechodziło obok mnie. Starałem się być czujnym, skoncentrowanym, łapać chwile, dostrzegać jakieś drobne elementy, wydarzenia. Nie wiem z czego wynikało to, że ŚDM przeleciały mi między palcami. Może z powodu problemów ze stopą, może przez bałagan u organizatorów, a może przez coś jeszcze innego? Z całego pobytu w Krakowie i Brzegach najmilej wspominam powrót do Radomia, oczekiwanie w domu kultury w miejscowości Podłęże na pociąg i wyjście z niego na radomskim dworcu. Cieszę się jednak z każdej osoby, która na tym spotkaniu młodych doświadczyła Chrystusa. To nie jest tak, że teraz neguję całe dobro, którego doświadczyły setki tysięcy ludzi. Mam głębokie przekonanie, że takich jak ja, którym ŚDM gdzieś przeleciało, jest też sporo. Chcę tylko zwrócić na nich uwagę, abyśmy w zachwytach, ochach i achach pamiętali też o nich.

Jakie są moje najbliższe plany? Otóż postaram się teraz przeżyć Światowe Dni Młodzieży niejako od nowa. Postanowiłem, że codziennie obejrzę od początku do końca jedno nagranie któregoś z wydarzeń centralnych. Chcę chociaż w ten sposób zobaczyć to wszystko, czego nie dostrzegłem będąc w Krakowie. Chcę posłuchać i przeczytać jeszcze raz, na spokojnie, przemówienia ojca świętego. Słuchając symultanicznego tłumaczenia na żywo wyłapywałem pojedyncze frazy, teraz chcę skupić się na ich całej treści.

Kończąc już ten tekst chcę was prosić o modlitwę. Za tych wszystkich, którzy tak jak ja mieli szczere chęci, otwarte serce i oczy, modlili się przynajmniej o nie, ale z różnych powodów wrócili z Krakowa rozczarowani, smutni. Abyśmy gdzieś w tym wszystkim potrafili się nie załamać, tylko zaufali Panu Bogu. On jest przy nas zawsze, nie tylko podczas ŚDM. Obyśmy o tym nie zapomnieli.