O paleniu bożków

O paleniu bożków

To, co w ostatnią niedzielę zrobił ksiądz Jarosiewicz to nic innego jak pozbawiony jakiegokolwiek sensu happening, który nie miał nic wspólnego z głoszeniem dobrej nowiny o Chrystusie.

„Kościół pali książki” – dokładnie taki nagłówek przykuł moją uwagę w niedzielne popołudnie. Zaintrygowany, z lekkim drżeniem zacząłem szukać informacji na ten temat. Okazało się, że w minioną niedzielę ksiądz Rafał Jarosiewicz, prezes fundacji Sms Z Nieba, urządził uroczyste spalenie różnych książek i przedmiotów mających oddalać od Chrystusa i otwierać drzwi szatanowi. Gest ten miał symbolizować radykalne odcięcie się od zła i zwrócenie ku Bogu. Czy symbolizował? Mam co do tego pewne wątpliwości.

W opublikowanym na profilu fundacji na FB poście pojawia się informacja, że spalenie odbyło się zgodnie ze Słowem Bożym i nauką Kościoła. Autorzy tekstu powołują się na fragmenty z Księgi Powtórzonego Prawa i Katechizmu Kościoła Katolickiego. Skoro tak to o co cały ten hałas? Ano o to, że Biblia nie kończy się na ostatniej stronie Starego Testamentu. Ona wtedy wręcz się rozkręca. Mamy Nowy Testament, a w nim opisane życie wcielonego Słowa. Życie pełne czułości, dobroci, miłości. Życie, które nie ocenia innych, które nie boi się konfrontacji, które patrzy szerzej i głębiej niż my. Życie, które JUŻ POKONAŁO zło. Mam wrażenie, że często o tym zapominamy.

Rzeczy same w sobie nie są dobre ani złe. Są neutralne. To od ich użytkownika zależy jakie nada im znaczenie. Na rozpalonym przez księdza Jarosiewicza stosie płonęły między innymi książki o Harrym Potterze. Nie chce mi się tutaj przeprowadzać wywodu na temat tego ile mi osobiście dała lektura tej serii książek. Napisałem już zresztą o tym tekst. Nie chcę tłumaczyć, że dla mnie Harry Potter to przede wszystkim opowieść o tym, że nie ma takiego zła, którego nie dałoby się pokonać dobrem. To piękna baśń o sile przyjaźni i miłości, o wierności swoim poglądom i najbliższym, o poświęceniu. Cóż z tego, że wszystko dzieje się w świecie otoczonym magią? To tylko bajka. Nic więcej, nic mniej. Mam wrażenie, że niektórzy księża zrobili sobie z tej książki wygodnego kozła ofiarnego. Czytałeś Harry’ego Pottera? Na pewno wstąpił w ciebie zły. Otóż nic bardziej mylnego.

Przypisywanie boskich cech przedmiotom i czynienie z nich bożków jest bałwochwalstwem. Ciekaw jestem kto w opisanej sytuacji popełnił większy grzech – wierni, którzy pewnie zadziałali trochę pod wpływem sugestii kapłana czy sam ksiądz, który wyszedł z założenia, że samo posiadanie niektórych rzeczy stanowi furtkę dla zła? Zostawiam to pytanie otwarte.

Jeśli ksiądz Jarosiewicz, aby usprawiedliwić swoje działanie odnosi się do przepisów Starego Testamentu to idąc tym tropem pragnę zapytać czy składa przewidziane w Torze ofiary? Czy dokonuje całopaleń? Czy przestrzega rytualnej czystości?To bardzo ważne w tym kontekście pytania.

No i wreszcie rzecz, która w tym wszystkim mnie mocno intryguje. Na udostępnionych na FB zdjęciach ksiądz Jarosiewicz podczas spalania książek występuje ubrany w albę i stułę co jednoznacznie sugeruje, że jest w trakcie jakiejś liturgicznej czynności. W takim razie bardzo proszę o wskazanie mi takiego nabożeństwa, które przewiduje palenie książek i różnych przedmiotów. Ja takiego nie znam.

Koniec końców wszystko sprowadza się do pytania o wiarę. Na ile wierze nie tyle w Boga, ale Bogu? Na ile wierzę w to, co opisane w Biblii? Czy się spowiadam? Czy przystępuję do Komunii? Czy się modlę? Wierzącemu, utrzymującemu relację z Bogiem człowiekowi nie zagrozi żaden Harry Potter czy afrykańska maska. Jeśli masz wzrok utkwiony w Bogu wtedy na wszystko inne patrzysz właściwie.