Nie wierzę w godzinę łaski

Nie wierzę w godzinę łaski

Co najmniej od wczoraj mogliśmy usłyszeć i przeczytać informacje o tym, że dziś, czyli 8 grudnia między godziną 12 a 13 będzie specjalna godzina łaski. Ma to być czas, w którym uszy Pana Boga są jakby szerzej otwarte na nasze modlitwy, a Jego serce bardziej hojne do wylewania swoich łask. Wiecie co? Nie obchodzę i nie wierzę w taką godzinę łaski.

Wierzę w Boga, wierzę w Kościół. Tę wiarę wyznaję każdej niedzieli podczas mszy świętej. Nie jestem w tym sam, jeśli czytasz te słowa to bardzo możliwe, że ta wiara nas łączy. Trzeba więc wiedzieć, że objawienia, podczas których Maryja miała zapowiedzieć, że 8 grudnia między godziną 12 a 13 zdroje Bożego miłosierdzia będą się wylewać obficiej niż zwykle nie zostały uznane przez Kościół. Może zabrzmi to bardzo głupio, ale dla mnie 8 grudnia to przede wszystkim uroczystość Niepokalanego Poczęcia Maryi, święto patronalne Ruchu Światło-Życie, którego przez kilka lat byłem częścią i…imieniny proboszcza mojej rodzinnej parafii. Godzina łaski w żaden sposób nie kojarzy mi się z tym dniem.

Godzina łaski w Kościele nie istnieje. W moim rozumieniu Boga taki dzień jest wręcz sprzeczny z wiarą. Bo czy godzina łaski oznacza, że przez te 60 minut Bóg kocha mnie bardziej niż przez resztę roku? Jestem pewien, że nie. W wierze każda godzina jest godziną łaski. Nie ma pory bardziej uprzywilejowanej. Modlitwa 8 grudnia o 12:15 może przynieść takie same owoce jak 23 czerwca o 8:07. To nie jest tak, że w tej jednej godzinie Bóg jest bliżej człowieka. Odkąd Chrystus przyjął nasze ludzkie ciało Bóg już bliżej być nie może. Więcej nawet, przyjmując Komunię świętą wprowadzamy Boga do naszego organizmu. W jaki jeszcze sposób nasz Pan może się do nas zbliżyć?

Nie wierząc w to, że Pan Bóg jest w godzinie łaski bardziej hojny niż zazwyczaj wierzę jednocześnie w owoce modlitw zanoszonych do niego w tym czasie. Wydaje mi się jednak, że nie zależą one w żadnym stopniu od Jego bliskości, ale od naszej otwartości i żarliwości zanoszonych próśb. Tak już jesteśmy skonstruowani, że lubimy wszelkie specjalne eventy. Codzienna modlitwa może sprawiać kłopot, kiedy jednak słyszymy o takiej wyjątkowej akcji jak godzina łaski potrafimy się zmobilizować i przeznaczyć te 60 minut na trwanie z Chrystusem. A On widząc, że w końcu robimy Mu miejsce po prostu działa. Jestem jednak przekonany, że to samo może uczynić każdego innego dnia w roku. Jeśli tylko zostawimy Mu miejsce, zaufamy i pozwolimy działać.

Marzy mi się świat, w którym godzina łaski nie byłaby potrzebna. W którym tak ufalibyśmy Bogu, że z tych 60 minut zrobilibyśmy całe życie. W którym codzienna modlitwa byłaby tak gorąca jak w tym czasie. Nie krytykuję tych, którzy z nabożeństwa godziny łaski korzystają. Bardzo bym tylko chciał, żeby na tej jednej modlitwie nie poprzestali. Żeby nie zrazili się tym, że może Bóg nie spełni tego, o co proszą. By podeszli do tego nabożeństwa z wiarą w to, że ono jest bardziej potrzebne nam niż Jemu. Ono chyba przede wszystkim nam przypomina o tym, że Bóg jest, że jest dobry, że czeka na nas i że chce działać cuda w naszym życiu. Potrzeba tylko zrobić Mu miejsce.