Nie bój się realizować marzeń

W sobotę obejrzałem La la land. Zaskoczył mnie ten film. Spodziewałem się ckliwego romansidła przeplatanego mniej lub bardziej rzewnymi piosenkami o miłości. W życiu bym nie pomyślał, że przez kilka dni po obejrzeniu tego musicalu będę rozmyślał o tym, czemu boimy się spełniać swoje marzenia.

Bohaterami La la land są Mia i Sebastian. Ona marzy o aktorstwie, aktualnie dorabia w barze. On – zdolny pianista, zakochany w jazzie, marzący o otwarciu własnej knajpki. Wpadają gdzieś na siebie, oczywiście się w sobie zakochują (umówmy się – to żaden spoiler), spędzają razem fantastyczne chwile. Nadchodzi jednak moment, w którym ich marzenia mogą stać się rzeczywistością. Ona dostaje propozycje zagrania w filmie, on – dołączenia do popularnego zespołu, co pozwoli mu zarobić pieniądze na otwarcie swojej knajpy. Problem w tym, że tego nie da się pogodzić z byciem w związku. Mia musi wyjechać na zdjęcia do innego kraju, Sebastian zaś wyruszyć w trasę koncertową. I tu pojawia się dramatyczny moment – co robić? Poświęcić miłość dla marzeń czy marzenia dla miłości? Nie zdradzę wam wyboru bohaterów.

Każdy z nas ma marzenia. Przeróżne. Jedni marzą o wycieczce w jakieś konkretne miejsce, drudzy o jakimś drogim przedmiocie, a jeszcze inni – o własnym domku w górach lub nad morzem. Ilu ludzi na ziemi, tyle marzeń. Są one bardzo ważne. Nadają naszemu życiu jakiś kierunek, są celem, do którego chcemy dążyć, pokazują jakąś metę. Wielu ludzi jednak marzenia o marzeniach kończy na…marzeniach. To nie jest dobre. Głęboko wierzę w to, że marzenia są po to, by je realizować. Nie byśmy mogli raz na jakiś czas położyć się, zamknąć oczy i westchnąć do siebie: ech, gdybym tylko mógł, to…

Pod względem realizacji marzeń ludzi można podzielić na dwie kategorie. Są więc ci, którzy dążą do ich urzeczywistnienia i ci, którzy nie robią nic w tym kierunku. Dla tych pierwszych marzenia są motywacją, pobudzają do działania. Każdego dnia myślą oni o tym, co dziś zrobić, aby przybliżyć się do ich realizacji choć o centymetr. Dla drugiej grupy osób marzenia są czymś smutnym. Wydają się być niezwykle odległym, nieosiągalnym praktycznie celem. No bo zawsze brak czasu, brak umiejętności, brak pieniędzy, brak, brak, brak….

Zastanawiam się jednak nad tym, dlaczego ludzie dziś nie realizują swoich marzeń. Czemu trwają w takim swoistym marazmie, beznadziei. Mają dobrze płatną pracę, rodzinę, dzieci, realizują się prywatnie i zawodowo, ale gdzieś w serduchu czują, że chcieliby czegoś więcej. Myślę, że tym, co najbardziej blokuje człowieka jest strach. Boimy się (piszę to też o sobie) podjąć ryzyko. Bo realizacja marzeń z nim się wiąże. Może wymagać jakiejś zmiany w naszym życiu. Może będzie to zmiana pracy? A może znalezienie dodatkowego zajęcia, aby uzbierać pieniądze? Boimy się tego, że nam się nie uda. Boimy się opinii innych ludzi, tych nam bliskich, jak żona, mąż, dzieci, rodzice, jak i tych kompletnie nam obcych. Boimy się w końcu tego, że realizacja marzenia wcale nie przyniesie nam szczęścia, wręcz przeciwnie – będziemy rozczarowani. I wiecie co? To wszystko prawda, to wszystko może się stać. Tyle tylko, że może być też odwrotnie.

Wierzę w to, że jeśli Pan Bóg zaszczepił w nas jakieś pragnienie, marzenie, to nie zostawia nas z tym samych. Że razem z tym dał nam też narzędzia niezbędne do ich realizacji. Wszystko zależy tylko od nas. Nie ma marzeń nieosiągalnych. Badając swoje wnętrze, analizując swoje mocne i słabe strony, współpracując z Duchem Świętym i łaską Bożą możemy zrealizować każde marzenie. Wymagać to będzie na pewno pracy, samozaparcia, wielu wyrzeczeń. Nagroda może być jednak warta więcej niż to wszystko.

Nie bój się realizować marzeń. Nie bój się prosić Boga o pomoc. Nie bój się zrobić pierwszego kroku. Z autopsji wiem, że to on jest najtrudniejszy. Po nim łatwiej zrobić drugi krok, potem trzeci, czwarty… W końcu nabierzesz rozpędu i zaczniesz biec. Po marzenia.

Z Bogiem!
+