Na co czekamy w adwencie + moje postanowienia

Na co czekamy w adwencie + moje postanowienia

Przed ołtarzami w kościołach stoją wieńce z 4 świecami. Księża odprawiają Msze w fioletowych ornatach. Podczas Mszy nie ma hymnu „Chwała na wysokości Bogu”. To wszystko wskazuje na to, że właśnie rozpoczynamy nowy okres liturgiczny – adwent.

Czym jest adwent? Wbrew pozorom nie jest to oczekiwanie na narodziny Jezusa, choć wielu katolików tak właśnie myśli. One już się wydarzyły w historii raz i więcej się nie powtórzą. Na koniec adwentu obchodzimy, owszem, Boże Narodzenie. Cieszymy się z tego, że Bóg postanowił zstąpić z Nieba, przyjąć ludzką postać i nas zbawić. To nie jest też oczekiwanie na wigilię i prezenty pod choinką. Adwent ma nas przygotować na drugie przyjście Jezusa. Bardzo wyraźnie mówi o tym kolekta dzisiejszej pierwszej niedzieli adwentu. Modlimy się w niej „abyśmy przez dobre uczynki przygotowali się na spotkanie przychodzącego Chrystusa”. Na to właśnie czekamy, na to mamy się w adwencie przygotowywać.

Tylko właśnie – nie możemy biernie czekać. Musimy się przygotowywać, a to oznacza zaangażowanie z naszej strony, jakiś ruch, jakieś działanie. I nie chodzi o posprzątanie mieszkania. To naprawdę mało ważne w tym wszystkim. Wyobraź sobie, że Chrystus przychodzi na ziemię. Ty masz, owszem, posprzątane na błysk mieszkanie, ale u spowiedzi ostatni raz byłeś…w sumie sam nie pamiętasz. Jak myślisz, na co będzie patrzył Jezus? No właśnie.
Przygotować na paruzję musisz przede wszystkim siebie, swoje serce. Adwent jest czasem na to, by spojrzeć na swoje życie, na to, co w nim jest dobrego, a co wymaga mniejszych bądź większych poprawek. Musisz to zobaczyć i nad tym właśnie pracować nie zaniedbując podstawowego obowiązku codziennej modlitwy. Bez niej wszystkie nasze starania będą bez sensu.

Wiele osób na czas adwentu robi różne postanowienia. I to jest dobre i piękne. Warto jednak podczas ich sporządzania zastanowić się nad tym, jaki jest ich cel? Co one mają mi w końcowym rozrachunku dać? Czy postanawiam coś dla swojej własnej satysfakcji czy chcę zrobić coś, co przybliży mnie choć o milimetr do Boga? To bardzo ważne pytania, które trzeba sobie zadać.

I ja podjąłem kilka adwentowych postanowień. O niektórych teraz wam napiszę kilka słów.

Codzienna lektura Pisma Świętego

W ostatnim czasie trochę zaniedbałem zwyczaj codziennej lektury Biblii. No dobra, trochę bardzo. Chcę teraz do tego wrócić. Pismo Święte jest podstawą naszej wiary, tam są zawarte Boże Słowa skierowane do każdego z nas. To z Biblii chrześcijanie czerpią siłę, wiarę. Święty Hieronim powiedział kiedyś, że „nieznajomość Pisma Świętego jest nieznajomością Chrystusa”. A ja chcę Go znać. Stąd to postanowienie.

Prowadzenie dziennika wdzięczności

Praktykuję to już od jakiegoś czasu, ale w formie bardzo nieregularnej. W adwencie chcę to robić codziennie. Będę zapisywał kilka rzeczy, wydarzeń, słów, za które danego dnia będę po prostu wdzięczny Bogu. Zauważyłem bowiem, że w swojej modlitwie niemalże non stop o coś proszę, a bardzo rzadko dziękuję. A przecież święty Paweł w jednym ze swoich listów wzywał do dziękczynienia w każdym położeniu. Bo zawsze znajdzie się coś, za co warto podziękować. Chcę zacząć te rzeczy zauważać, zapisywać je i wracać do nich w trudniejszych chwilach, aby czerpać siłę i nadzieję z tego, co już się wydarzyło.

Zaczynać tydzień od niedzieli

To postanowienie chodzi za mną od dłuższego czasu. Bywa bowiem tak, że spycham różne zadania do wykonania na niedzielę. Podczas gdy mogę spokojnie je zrobić innego dnia. Nie od tego bowiem jest niedziela, abym pisał zaległe teksty, robił zakupy, sprzątał, prał, prasował. A tak często się dzieje, zwłaszcza odkąd zacząłem pracę na etat. I mi z tym źle. Niedziela powinna być czasem spotkania z Bogiem i drugim człowiekiem. Chcę tego dnia mieć czas na spokojne przygotowanie się do Mszy świętej, umówienie się z kimś na kawę, obiad na mieście czy niezdrowe jedzenie w McDonaldzie, poczytanie książki. Chciałbym uczynić z niedzieli nie ostatni, ale pierwszy dzień tygodnia. Żeby ona nie była odpoczynkiem po mijającym tygodniu, ale momentem głębokiego wdechu na najbliższe dni.

To garść moich refleksji i postanowień u progu adwentu. Podzielcie się waszymi postanowieniami i przemyśleniami. Komentarze są wasze. 🙂

  • Aga

    Roraty co najmniej raz w tygodniu. nie jest to szałowe postanowienie, ale mierzę siły na zamiary, wszak nie chodzi też o to, żeby się zajechać, ale o to, żeby zrobić coś małego dla swojego życia duchowego. i w tym właśnie, ufam w to, pomoże mi to postanowienie

  • Ewelina

    U mnie będzie „Plaster miodu” O. Szustaka i koronka do Miłosierdzia Bożego. Zapisałam się też na codzienne zadania w stacji7.pl zobaczę, co z tego wyjdzie 🙂