Moje wnioski po „Zabawie w chowanego”

Filmy Tomasza Sekielskiego nie są atakiem na Kościół. One dla Kościoła są wyrzutem sumienia. Sekielski robi to, co powinien zrobić każdy biskup – staje po stronie ofiary i docieka prawdy.

Muszę wam się do czegoś przyznać. „Zabawa w chowanego” nie wzbudziła we mnie aż takich emocji jak „Tylko nie mów nikomu”. W dużej mierze pewnie dlatego, że wiedziałem już czego się po tym filmie spodziewać. Oglądając pierwszy film Sekielskiego miałem w głowie jedno wielkie „kurwa nie wierzę, to nie może być prawda, jak można być takim zwyrodnialcem?” Tym razem słowo „kurwa” nie pojawiało się w mojej głowie tak często. A jak już się pojawiało to w kompletnie innych sytuacjach.

Sytuacja pierwsza. Rodzice jednej z ofiar molestowania udają się do sprawcy, księdza Arkadiusza Hajdasza. Rozmowa jest nagrywana, słyszymy więc jej przebieg. To jakie słowa padają z ust ks. Hajdasza wprawia w osłupienie. Nie wypiera się swoich czynów (choć tyle), ale usprawiedliwia się zakusami szatana, ma czelność powiedzieć rodzicom, że to też jego tragedia i podziękować za to, że przyjechali „u progu wielkiego postu”, będzie więc czas na pokutę. Ja słuchając tego byłem w szoku. Jak można w rozmowie z rodzicami dziecka, które się tak skrzywdziło mówić o takich rzeczach? Co znamienne – w rozmowie nie pojawiło się (chyba) słowo „przepraszam”. Za to próby usprawiedliwienia się zakusami szatana i zapewnienia o pokucie za grzechy jak najbardziej.

Sytuacja druga. Biskup Edward Janiak jest przesłuchiwany przez prokuraturę w związku z poręczeniem za księdza Kanię dokonanego przez kardynała Gulbinowicza. Biskup Janiak ewidentnie plącze się w zeznaniach, nie wie co mówi, używa chybionych argumentów. Mój ulubiony to ten, gdy informuje prokuraturę, że w diecezji jest ponad 800 księży, a molestowania dzieci dokonało zaledwie 3. I wreszcie element kluczowy przesłuchania i symboliczne „nie mówię tak, nie mówię nie” bpa Janiaka zapytanego wprost o dobrze mu znaną sprawę molestowania dwóch braci przez podległego mu księdza.

Takich sytuacji było więcej. Nie będę jednak ich wszystkich wymieniał. Obejrzyjcie „Zabawę w chowanego”, od początku do końca. Takie rzeczy dzieją się w Kościele. Takie rzeczy trzeba nagłaśniać, trzeba piętnować, z nimi trzeba walczyć. Z księżmi, którzy wykorzystują seksualnie, z kryjącymi ich biskupami takimi jak bp Edward Janiak. Ale nie oszukujmy się – ich jest więcej. To są tylko przykłady wyciągnięte na światło dzienne.

WNIOSKI

Po obejrzeniu obu filmów mam w zasadzie tylko jeden wniosek. Nie może być tak, że decyzje sądów kościelnych stoją ponad decyzjami sądów „świeckich”. Każdy ksiądz, każdy biskup jest obywatelem swojego kraju. Z perspektywy państwa ksiądz to zawód jak każdy inny. Decyzje sądów kościelnych powinny być moim zdaniem dostosowane do decyzji sądów krajowych. Jeśli w wyniku toczonego postępowania karnego dany ksiądz zostaje uznany za winnego molestowania nieletnich to niejako z automatu powinien zostać suspendowany i zamknięty w więzieniu. Tam jest jego miejsce a nie jako kapelana w szpitalu, hospicjum, domu księży emerytów czy w jakiejś parafii na skraju diecezji. A tak się niestety dzieje. Biskupi dziś kryją pedofilii, nie ich ofiary. To smutna i bolesna prawda.

Czy jest jakaś nadzieja na zmianę tego stanu, tej mentalności? Ona jest zawsze, na imię jej Bóg. Tylko On nie działa wbrew ludzkiej woli. Trzeba nam cholernie mocno modlić się o zmianę, o to, aby złamać twarde i oporne sumienia polskich hierarchów, o ich nawrócenie, o to aby zaczęli się troszczyć o dusze swoich wiernych a nie poddanych im przestępców. Zabrzmiało górnolotnie, wiem, ale nie widzę innej nadziei.