Moja rocznica chrztu

Moja rocznica chrztu

24 lata temu w moim życiu wydarzyło się coś, co będzie miało wpływ na moje życie aż do śmierci. Nie pamiętam z tego kompletnie nic, co jest zrozumiałe biorąc pod uwagę fakt, że miałem niecałe 2 miesiące. Mianowicie 15 sierpnia 1993 roku w parafii Najświętszego Serca Jezusowego w Ostrowcu Świętokrzyskim przez przyjęcie chrztu świętego zostałem jednym z członków ciała Chrystusa. Dziś więc moja rocznica chrztu.

Dziś patrzę na to wydarzenie z ogromną wdzięcznością. Te 24 lata temu nikt nie wiedział jak ważne to będzie dla mnie dziś, w 2017 roku. Nie wiem czy moi rodzice zdecydowali się na chrzest z pobudek religijnych czy może bardziej chodziło o obyczaj i tradycję. W tym momencie jest to dla mnie mało ważne, liczy się to, że przez polanie mojej głowy wodą święconą przez kapłana rozpoczęła się w moim życiu najpiękniejsza przygoda świata – walka o święte życie.

Z ogromną wdzięcznością myślę dziś o tych wszystkich osobach, które doprowadziły do mojego chrztu – o Bogu, który dał mi życie, o rodzicach, którzy zanieśli małego Eryka do kościoła, o rodzicach chrzestnych (ojciec wstawia się za mną, mam taką nadzieję, już z nieba), wreszcie o kapłanie, przez którego Chrystus włączył mnie do swojego Kościoła. Za każdą z tych osób dziękowałem dziś Bogu podczas Mszy. Prosiłem o wszelkie potrzebne dla nich łaski, o Boże błogosławieństwo, o zwykłą, codzienną świętość. Przy okazji prosiłem też za siebie, aby tak jak to pięknie powiedział kiedyś bp Ryś, Bóg „zamieszał we mnie wody chrzcielne”. One nie spłynęły po mojej małej wtedy główce, lecz wsiąknęły w mój organizm, w moją duszę. Panie Jezu, bardzo, bardzo Cię dziś proszę, ucz mnie korzystać z ogromu łask jakie wylałeś na mnie razem z tą wodą 24 lata temu.

Myśląc dziś o dacie swojego chrztu widzę, że wcale nie była przypadkowa. Obchodzimy dziś uroczystość Wniebowzięcia Maryi. Patrząc wstecz na swoje życie widzę, jak ważna w wielu momentach była dla mnie duchowość maryjna. Gdybym miał dziś wskazać swoją ulubioną modlitwę byłby to różaniec. Gdy mam jakiś problem zawsze za niego chwytam, przesuwam paciorki, w myślach bądź na głos odmawiając kolejne „zdrowaś”. Wielokrotnie podczas takiej modlitwy przychodził do mnie pokój, nabierałem dystansu do tego, co wydawało mi się nie do przeskoczenia. Czy to przypadek, że akurat relacja z Maryją stała się tak ważną częścią mojego życia? Pamiętając o dacie swojego chrztu myślę, że nie.

Gdyby ktoś mnie zapytał dziś o najważniejsze wydarzenie w moim życiu to bez wątpliwości wskazałbym na chrzest święty. Dlatego, że jest to jedyne wydarzenie, które ma wpływ nie tylko na moje życie tu i teraz aż do śmierci, ale ono sięga dalej, do życia wiecznego. 24 lata temu, w niepozornym, drewnianym kościółku w Ostrowcu Świętokrzyskim Chrystus został częścią mojej duszy. I choćbym nie wiem jak od Niego się oddalił, to On tam już będzie na zawsze. I właśnie tam będzie na mnie czekał, będzie się dobijał do mojego serca. To jest tak niepojęte, takie nie do ogarnięcia, że wszelkie słowa nie oddadzą głębi tej tajemnicy.

Zdaję sobie sprawę z tego, że ten wpis jest niebywale chaotyczny. Ale widocznie taki ma być. Zachęcam was, jeśli jeszcze tego nie zrobiliście, do świętowania swojego chrztu. Zapytajcie rodziców o jego datę i miejsce, może też o nazwisko kapłana, który was ochrzcił. Zapiszcie to w kalendarzu, wpiszcie przypomnienie w telefon i świętujcie.