Modlitwa idealna – czy coś takiego w ogóle istnieje?

Często spotykam się z pytaniami w stylu jak się modlić? Czy można modlić się dobrze lub źle? Czy istnieje modlitwa idealna? Jeśli tak – jaka to modlitwa? Czasem pojawiają się one gdzieś w sieci, czasem w mojej głowie i domagają się odpowiedzi. Ostatnio pojawiły się w tym drugim miejscu, tak więc czas spróbować się z nimi uporać.

Na pytanie „jak się modlić?” odpowiedź jest tylko jedna. Trzeba się…modlić. Nie da się nauczyć modlitwy bez modlitwy. No nie da się i już. Jeśli więc dręczy Cię to pytanie to weź do ręki Pismo Święte, chwyć za różaniec lub czotkę, odmów koronkę do Bożego miłosierdzia lub modlitwę Jezusową. Usiądź przed krzyżem lub jakimś pobożnym obrazem i wpatruj się w niego przez 10 minut. Możesz też w tej samej pozycji po prostu opowiedzieć Bogu o swoim dniu, tym, co Cię cieszy i co martwi. Swoimi słowami, tak jak Ci podpowiada serce, jak potrafisz. Znajdź w Internecie czytania z dnia, przeczytaj je, pomyśl o tym, co wnoszą w Twoją aktualną sytuację, czy przypadkiem nie ma w nich rozwiązania problemu, który teraz Cię trapi. To wszystko jest modlitwa. Ona naprawdę jest prosta. To my mamy skłonność do jej utrudniania. Bo nam się nudzi, bo nam się wydaje, że się nie pomodliliśmy, że włożyliśmy w nią za mało serca, że byliśmy zbyt rozproszeni… Mam głębokie przekonanie, że to są pokusy podsuwane nam przez złego. On widząc, że przychodzimy do Boga robi wszystko, by nam to spotkanie utrudnić. Stąd takie, a nie inne myśli.

Nie istnieje coś takiego jak modlitwa idealna. Albo raczej – istnieje, ale dla każdego może to znaczyć coś innego. Bo idealną modlitwą może być nazwana tylko i wyłącznie taka, która pomaga Tobie spotkać się z Bogiem. Jeśli w tym spotkaniu pomaga Ci różaniec – świetnie, odmawiaj go jak najczęściej! Jeśli to modlitwa Jezusowa – łap za czotkę i biegnij na spotkanie z Panem. Cokolwiek by to nie było – jest dobre, jeśli prowadzi Cię do Boga. To jest jedyne kryterium modlitwy. Możesz być rozproszony, możesz zaplanować sobie 10 minut modlitwy, z czego 9 minut będzie Ci się wydawało czasem zmarnowanym. Ale jeśli będzie choćby ta jedna minuta, w której będziesz miał świadomość tego, że On jest przy Tobie teraz, to było warto. Nie daj sobie wmówić tego, co będzie Ci podpowiadał zły, że to za mało, że jak to tak, że Pan Bóg to się na pewno obraził i teraz tylko kombinuje jaką by Ci tu karę zesłać. Bzdura! On widział Twoją walkę przez 9 minut i cieszył się z całej Twojej modlitwy.

W modlitwie ważne jest to, żeby się nie zrażać. Jesteśmy tylko i aż ludźmi, i czymś całkowicie normalnym jest, że może nam się czasem modlitwa znudzić. Mam takie wrażenie, że to wręcz potrzebny stan. Ważne tylko, żeby nie stał się on końcem naszej modlitwy lecz punktem zatrzymania i refleksji nad tym, co zrobić, aby to zmienić. Ja chcę wam zaproponować 2 rozwiązania.
Pierwsze z nich to zmiana formy modlitwy. Jeśli kiedyś zafascynowałeś się koronką do Bożego miłosierdzia, odmawiałeś ją codziennie po kilka razy czując za każdym razem ogrom Bożych łask, a teraz masz takie wrażenie, że ta modlitwa nic Ci nie daje (pomijam fakt, że nie ma czegoś takiego, że modlitwa nic nie daje – to temat na osobny wpis) to może spróbuj czegoś innego? Różańca, modlitwy Jezusowej, modlitwy uwielbienia, liturgii godzin, lectio divina?
Drugie rozwiązanie mówi o czymś kompletnie przeciwnym. Można jest streścić w jednym słowie: „przetrwaj”. Być może jest tak, że poczucie pustki na modlitwie jest dla Ciebie tu i teraz niezbędne. Że może to ma Cię nauczyć np. wytrwałości, stałości, pewności. Że jeśli to przetrwasz to na końcu tego stanu czeka na Ciebie ocean Bożych łask.
Teraz najważniejsze pytanie: jak rozpoznać, który sposób zastosować? Odpowiedź jest banalnie prosta: nie wiem. Nie znam Cię, nie wiem, jakie są Twoje predyspozycje. Na to pytanie musisz sobie odpowiedzieć sam. Możesz też, co z całego serca polecam, poradzić się kogoś, kto Cię zna.

Wiem, że o modlitwie napisano już mnóstwo tekstów. Że mój tak naprawdę nie wnosi niczego nowego. Wiem, że o modlitwie powstanie jeszcze milion milionów tekstów. Sam pewnie napiszę kilka. Ale to jest taka rzeczywistość, której nigdy do końca nie odkryjemy, temat, który się nie wyczerpie. I zawsze będzie warto o niej pisać.

Z Bogiem!
+