Mężczyzna, który poderwał Maryję

Jest w Ewangeliach jedna bardzo tajemnicza osoba. Nie zanotowano ani jednego wypowiadanego przez tę osobę słowa, jej postać pojawia się wręcz na chwilę. A jest to ktoś niesamowicie ważny w historii zbawienia. Mężczyzna, który wierzył w sny. Mężczyzna, który poderwał Maryję. Józef.

Sw.-Jozef

Jest w postaci Józefa bardzo duża aura tajemniczości. Facet, który rozkochał w sobie Maryję. Z całą pewnością nie przypuszczał nigdy jak niezwykły będzie to związek. No bo panowie, czy którykolwiek z nas myślał kiedyś o tym, że zostanie ziemskim tatą Boga? Gdyby ktoś usiłował nam to wmówić to puknęlibyśmy siebie i tę osobę w czoło. A jak potoczyło się życie Józefa, jaki był Józef?

Józef z całą pewnością musiał niesamowicie kochać Maryję. To musiało być piękne uczucie. Ona, najpiękniejsza kobieta świata, wybrana przez samego Boga do rzeczy niezwykłych. On, młody cieśla wykonujący z pasją swoją pracę. Oni – najpiękniejsza para świata ever. Zakochani w sobie po uszy, zaręczeni, przygotowują się do ślubu, wspólnego zamieszkania. I nagle – TRACH. Przychodzi anioł i oznajmia Maryi, co Pan Bóg dla niej przygotował – „oto poczniesz i porodzisz syna.” Bez udziału mężczyzny. Mocą Ducha Świętego. Po tym niezwykłym spotkaniu Maryja znika na 3 miesiące. Gdy wraca jest już w widocznej ciąży. Ba, jeszcze mówi, że z Duchem Świętym, że dziecko Boga, że Mesjasz, Zbawiciel! Co sobie pomyślał Józef? Na chłopski rozum – oszalała i zdradziła. Co mógł w związku z tym zrobić? Ukamienować Maryję za cudzołóstwo. Co zrobił? Wszystko, żeby ją ochronić na tyle, na ile może. Chce zaakceptować dziecko, a Maryję oddalić. Tymczasem we śnie przychodzi do niego anioł i mówi – to wszystko, co mówi twoja ukochana to prawda, nie bój się. Co zrobiłby każdy normalny facet? Pomyślałby „ależ głupi sen miałem.” A Józef? Wierzy. Nie traktuje snu jako wytworu podświadomości. Wierzy, że to Bóg do niego przemówił. Oszalał jak Maryja?

210011_540873085942805_957835985_o

Józef został ważną częścią Bożego planu. Miał niebagatelną misję – wspierać Miriam, wychować Jezusa. Nie zdołałby tego wszystkiego uczynić, gdyby nie był człowiekiem, który całkowicie zaufał Bogu. Jego wiara musiała być pewna, mocna, silna. Tak jak jego miłość do Maryi. To w jego ramię wypłakiwała się Miriam w chwilach słabości, on ją przytulał, trzymał za rękę, głaskał po włosach, całował. On uczył Jezusa przepisów prawa Mojżeszowego, odpowiedzialności, pracowitości. Był zwykłym cieślą, który marzył o pięknej żonie, synu. Dostał to wszystko aż w nadmiarze. Ale tak działa Pan Bóg – on nas obsypuje prezentami. W jego życiorysie jest jedna luka – żadna z Ewangelii nie mówi kiedy i jak umarł. Daje to pole do rodzenia się różnych teorii. Jedną z nich, w którą ja osobiście wierzę, jest ta, że Józef został podobnie jak Maryja wniebowzięty. Czyż to nie byłoby piękne zwieńczenie jego życia pełnego wiary i odwagi? Lubię myśleć, że razem z Miriam patrzą teraz na nas, wzięci z duszą i ciałem, trzymają się za ręce, może Maryja opiera swoją głowę na jego ramieniu? I uśmiechają się do siebie. Jak zakochani.

Dziś w Kościele Józef jest czczony szczególnie przez osoby pragnące zamążpójścia tudzież ożenku. Uchodzi on bowiem za patrona w poszukiwaniach swojej drugiej połówki. Kim jest dla mnie? Dla mnie jest wzorem mężczyzny. Nie bał się radykalizmu, wyśmiania, wątpliwości. Był oddany Bogu i swojej wybrance. Tego chciałbym się od niego uczyć – totalnego zawierzenia i oddania się Miłości i miłości.