Ksiądz Jan Kaczkowski – wspomnienie + KONKURS!

Jest jedna rzecz, która z całą pewnością wydarzy się w życiu każdego z nas – śmierć. To jedyne wydarzenie, które czeka każdego – dużego i małego, grubego i chudego, katolika i muzułmanina, kobietę i mężczyznę, Europejczyka i Afrykańczyka. Nie wiemy, kiedy ona po nas przyjdzie. Czy po długiej chorobie, która pozwoli nam przygotować się na odejście, czy wręcz przeciwnie – jak złodziej w nocy, niespodziewanie, nagle. Dlatego tak ważne jest, by być na nią przygotowanym w każdym momencie swojego życia.

Jak przygotować się na śmierć? To pytanie, które każdy powinien sobie chociaż raz w życiu zadać. Odpowiedź na nie moim zdaniem jest bardzo prosta. Trzeba żyć tak, żeby śmierć nas nie zaskoczyła. Co to znaczy? Nie zostawiać żadnych niezałatwionych spraw, nie odkładać ważnych rozmów na wieczne jutro. Nie czekać ze spowiedzią jeśli jej potrzebujemy. Nie wstydzić się okazywać uczuć. Żyć tak, żeby po naszej śmierci ludzie wspominali nas po prostu dobrze, żeby mogli o nas szczerze powiedzieć: „to był dobry człowiek”.

Śmierć w życiu jest czymś pewnym. Gdy rodzi się nowy człowiek to jedyne, co możemy z całą pewnością powiedzieć o jego życiu to że kiedyś się zakończy. I nie jest to wbrew pozorom jakaś fatalistyczna wizja, tylko stwierdzenie faktu. Tak jak po nocy przychodzi dzień, po czwartku piątek tak każde życie kończy się śmiercią. My katolicy wierzymy jednak, że śmierć to nie koniec, ale etap. Często mówi się o niej, że to powtórne narodziny, narodziny dla Nieba. Jest w tym coś pięknego. Wizja śmierci jako nie końca, ale nowego początku.

W chwili śmierci często wzywamy wstawiennictwa świętych. Wierzymy w to, że ich modlitwa może pomóc umierającej osobie. Najpopularniejszym chyba patronem dobrej śmierci jest św. Józef. Wzywana jest również Matka Boża, przy konającym odmawiana jest litania do wszystkich świętych. Mam takie wrażenie, że do grona osób, których pomocy możemy przyzywać w chwili śmierci, dołączył ks. Jan Kaczkowski. Oczywiście, nie mamy żadnej pewności co do tego, czy jest w Niebie, mam jednak głęboką nadzieję, że tam jest. A jeśli tak to chyba zgodzicie się ze mną, że chyba nikt ze współczesnych nam osób nie nadaje się na patrona osób umierających tak jak on – ksiądz, szef hospicjum, który na tamtą stronę odprowadził setki osób, sam śmiertelnie chory, zmarły w młodym wieku, kiedy mógł jeszcze tyle zdziałać. Autor vloga, świetny kaznodzieja. Wszyscy pamiętamy go chyba jako dobrego, zakochanego w Bogu i liturgii, niezwykle oddanego Kościołowi i swojej pracy człowieka.

Gdy myślę o ks. Janie Kaczkowskim przypomina się moje jedyne z nim spotkanie. To było w Radomiu, latem podczas spotkania autorskiego po premierze jego książki „Życie na pełnej petardzie”. Po formalnej części spotkania przyszedł czas na podpisywanie książek, wspólne zdjęcia, rozmowy itp. Organizatorzy przygotowali dla niego stolik, jednak ks. Kaczkowski uprzejmie poprosił, aby stosowne miejsce przygotować mu na zewnątrz. Oczywiście prośba została spełniona, jednak on nie od razu zasiadł do stolika. Przeprosił wszystkich na 5 minut i przeszedł przez ulicę do pobliskiej restauracji. Wrócił z…kuflem piwa w ręce. I dopiero teraz usiadł i spokojnie, z uśmiechem na ustach, podpisywał książki, rozmawiał, robił sobie zdjęcia z ludźmi. Paradoksalnie niezwykle mi tym wtedy zaimponował. Trzeba być niezwykle wolnym wewnętrznie człowiekiem, aby coś takiego zrobić. Warto nadmienić, że ks. Jan przez cały czas był w koloratce.

O księdzu Kaczkowskim powiedziano i napisano już dużo. Chciałbym wam jednak polecić książkową nowość od wydawnictwa Czerwone i Czarne – „Czekam na Was, ale się nie spieszcie. Ks. Kaczkowski we wspomnieniach rodziny i przyjaciół”. Mam dla was 3 egzemplarze tej książki. Aby je zdobyć opowiedzcie o swoich wspomnieniach związanych z ks. Janem. Co wam najbardziej zapadło w pamięci, jakieś jego słowo, zachowanie? A może czymś was zdenerwował? Krótko mówiąc – podzielcie się swoim wspomnieniem o księdzu Janie Kaczkowskim. Odpowiedzi udzielajcie w komentarzach na blogu pod tym postem. Jestem niezmiernie ciekaw waszych opowieści. Czekam na nie do soboty do 23:59. W niedzielę o 20:00 podam nazwiska zwycięzców.

Z Bogiem!
+