Jezus jeździłby na Woodstock

Jezus jeździłby na Woodstock

Wczoraj oficjalnie rozpoczął się 23. Przystanek Woodstock. Tysiące ludzi w różnym wieku zjechało do Kostrzyna nad Odrą, aby bawić się na koncertach swoich ulubionych zespołów, poznawać nowych ludzi, odpocząć od problemów. Rozpoczął się festiwal zła i rozpusty.

Przystanek Woodstock to chyba jedyna taka impreza w Polsce wywołująca tak skrajne emocje. Dla wielu osób, szczególnie katolików, to siedlisko zła i deprawacji. Bo przecież widzimy w Internecie obrazki, na których młodzi ludzie chodzą z piwem w jednej ręce, a papierosem bądź innym skrętem w drugiej. Widzimy jak rozebrani do samej bielizny taplają się w błocie, namiętnie całują. Domyślamy się tego, co mogą robić w namiotach. Czytamy doniesienia o tym, że uczestnikom rozdaje się prezerwatywy, co jednoznacznie zachęca do uprawiania seksu. Informacja o tym, że dziecko jedzie na Woodstock dla rodzica często jest niemalże równoznaczna z podpisaniem apostazji. Jesteśmy pewni, że stopa katolika w takim miejscu postać nigdy nie powinna. A ja myślę, że jest wręcz na odwrót. Że właśnie gdzie jak gdzie, ale tam potrzeba wierzących chrześcijan. Ba, daję sobie rękę uciąć, że Jezus dziś jeździłby na Woodstock.

Weźcie do ręki ewangelie i poczytajcie o spotkaniach Jezusa z ludźmi. Popatrzcie na to, z kim rozmawiał, kogo dotykał, u kogo jadał posiłki i nocował. Kilka przykładów? Proszę bardzo.
Celnik Mateusz – z całą pewnością nie cieszył się sympatią Żydów. Przekazywał w końcu ich pieniądze rzymskiemu okupantowi. Co zrobił Jezus? Przyszedł do miejsca jego pracy. Spojrzał na niego. Mateusz wstał i…został apostołem.
Uzdrowienie trędowatego – w tamtym czasie taka osoba mieszkała poza miastem, była kompletnie odizolowana. Nikt nie mógł się do niej zbliżyć, o dotyku już nie wspominając. Idąc gdzieś osoba chora na trąd musiała krzyczeć „nieczysty, nieczysty!”, aby wszyscy usunęli się z jej drogi. Co robi Jezus gdy spotyka trędowatego? Podchodzi do niego i go dotyka. Przekracza wszelkie granice. Uzdrawia.
Szaweł z Tarsu – być chrześcijaninem i stanąć na jego drodze było pewnym rodzajem samobójstwa. Szaweł bowiem zabijał chrześcijan bez opamiętania. I robił to z pobudek religijnych! Co zrobił Jezus? Stanął na jego drodze do Damaszku, pozbawił go wzroku i zrobił z niego apostoła pogan. Dał mu nowe imię – Paweł. Bez niego być może ani ja, ani Ty nie bylibyśmy chrześcijanami.

Przykłady wkraczania Jezusa w rzeczywistość grzechu, odtrącenia, strachu można mnożyć. Nie ulega jednak wątpliwości, że był wszędzie tam, gdzie inni bali się wejść. I dlatego myślę, że dziś z pewnością byłby na Woodstocku. Dziwią mnie słowa ludzi, uważających się za katolików, którzy głoszą, że tam nas nie powinno być. W „Liście do Rzymian” św. Paweł pisze, że mamy zło dobrem zwyciężać. Nie unikać miejsc, w których dzieje się coś złego, ale wchodzić w nie i głosić Chrystusa zmartwychwstałego. Dlatego tak bardzo cieszy mnie obecność kapłanów i ludzi wierzących na Woodstocku. Z radością wspominam obecność w Kostrzynie n. Odrą ks. Jana Kaczkowskiego czy s. Chmielewskiej. I żałuję, że nie każdy ma ich odwagę, by tam pojechać i po prostu mówić o Chrystusie.

Ktoś może powiedzieć, że przecież jest Przystanek Jezus. To super! I, że ewangelizatorzy stamtąd chodzą po polu woodstockowym i rozmawiają z ludźmi o Bogu, że są liczne przykłady nawróceń. Chwała Panu za to! Tylko moim marzeniem jest nie robienie oddzielnego wydarzenia lecz wejście w Woodstock. Tak jak Jezus, który chodził jeść i spać do grzeszników, do faryzeuszów, do ludzi, którymi Żydzi gardzili. Nie rozbijał oddzielnego namiotu i nie zapraszał ludzi do siebie. Szedł do nich, wkraczał w ich rzeczywistość, jadł i pił to samo co oni. To nie znaczy, że krytykuję Przystanek Jezus – wręcz przeciwnie! Chciałbym tylko, by był to etap przed wejściem ewangelizatorów na Woodstock. By po rozpoczęciu festiwalu nie był on już potrzebny. By zwinąć scenę, zostawić tylko namiot z wystawionym Najświętszym Sakramentem i być tylko i aż z woodstockowiczami.

Zamiast więc krytykować Przystanek Woodstock, jego organizatorów i uczestników, lepiej chwycić choćby różaniec i odmówić jego część za nich. A najlepiej przyjechać, bawić się, tańczyć, śpiewać i…dać świadectwo.


fot. Paweł Krupka, Przystanek Woodstock

  • Pawelak Kamil

    Zgodzę się, że należy z całym impetem z Ewangelią wkraczać w siedlisko zła i je zwalczać. 🙂 Jednakże Woodstock nalezży rozgonić na 4 wiatry i tyle.
    http://www.droga.milejewo.eu
    http://www.bibliotekarz.milejewo.eu

    • Eryk Markowski

      Cóż, ja nie jestem aż tak radykalny. Chciałbym tylko, by ewangelizatorzy jechali na Woodstock, a nie na Przystanek Jezus. Drobna, ale znacząca różnica.

  • Oskar Szmidt

    Ciekawa opinia, myślę że jest w tym trochę prawdy 🙂

    • Eryk Markowski

      Dzięki, pozdrawiam!