Jestem chrześcijaninem i czytam „Harry’ego Pottera”

Gdy na instagramowy profil Przez Pryzmat Wiary wrzuciłem zdjęcie książki „Harry Potter i przeklęte dziecko” spodziewałem się tego, że spotkam się z niezrozumieniem, że katolicka część internetu będzie oburzona, że pojawią się głosy, że ta książka to zło, szatan i nic dobrego. W całej rozciągłości się z tym nie zgadzam.

Na samym początku słów parę o „Przeklętym dziecku”. Czekałem na tę książkę z niecierpliwością, ale też niepewnością. Bałem się o scenariusz, o treść. Jako wielki fan Harry’ego Pottera nie chciałem, by ta książka okazała się odgrzewanym kotletem czy próbą zbicia kasy. Przygody Harry’ego, Rona i Hermiony były nieodłączną częścią mojego nastoletniego życia. Pochłaniałem kilkukrotnie wszystkie części książki i filmów. Co prawda świadomość, że przy powstawaniu książki brała udział J.K. Rowling trochę mnie uspokajał, ale to już nie to samo. Tu była bowiem już tylko jedną z trzech autorów. Wciąż jednak miałem nadzieję, że ona nie pozwoli skrzywdzić tej historii. I nie zawiodłem się.

Dla tych, którzy nie wiedzą – „Harry Potter i przeklęte dziecko” to dramat. W sensie literackim, nie jakościowym. To sztuka, która została wystawiona na deskach londyńskiego West Endu 30 lipca tego roku. Jednocześnie to pierwsza w pełni autoryzowana kontynuacja przygód już nie młodego Pottera. Jej akcja dzieje się 19 lat po wydarzeniach znanych z zakończenia „Insygniów śmierci”. Voldemort nie żyje, a bohaterowie historii są dorosłymi ludźmi, założyli rodziny, urodziły im się dzieci. Hermiona Granger jest żoną Rona Weasleya i Ministrem Magii, Harry Potter – mężem Ginny Weasley i szefem Departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów. Kłopoty zaczynają się wtedy, gdy ich syn Albus podsłuchuję pewną rozmowę Harry’ego, a na dodatek zaprzyjaźnia się z synem…Draco Malfoya.

Historia wciąga od pierwszej strony książki. W tej książce jest wszystko to, co znamy z poprzednich części – magia, zwroty akcji, niejednoznaczni bohaterowie, miłość, przyjaźń. To również opowieść o niełatwych relacjach ojca z synem. Okazuje się bowiem, że słynny Harry Potter, pogromca Voldemorta i bohater świata czarodziejów, nie potrafi znaleźć wspólnego języka z Albusem. Gdy syn Harry’ego wpada w tarapaty okazuje się, że, można zjednoczyć się nawet z kimś, kogo przez całe swoje dotychczasowe życie się wprost nie znosiło. I razem dążyć do uratowania najbliższych. Historia książki jest piękna. Po raz kolejny okazuje się, że zło nie ma szans przeciwko sile przyjaźni i miłości.

Przy tej okazji chciałbym coś wyjaśnić. Nie zgadzam się kompletnie z tym, że cała seria książek o Harrym Potterze jest siedliskiem zła. Wiem, co na temat tej sagi pisali kard. Ratzinger czy ks. Olszewski. Osobiście uważam, że wszystkie książki o Harrym Potterze są po prostu książkami. Dyskryminowanie ich tylko przez to, że pojawiają się w nich czary jest po prostu niesprawiedliwe. Nie jest żadną tajemnicą, że pierwszą furtką, którą człowiek może otworzyć drogę złemu do swojego życia jest przestanie korzystania z sakramentów. Gdy odstawi się je na dłuższy okres, wtedy do opętania może doprowadzić zarówno „Harry Potter” jak i np. wiara w to, że figurka słonia z podniesioną trąbą przynosi szczęście. I nie oznacza to, że książka czy figurka jest zła. To są tylko przedmioty, to od nas zależy, jakie nadamy im znaczenie.
Bóg ma większą moc niż zły. Jeśli tylko człowiek się od Niego nie odsunie – jestem pewien, że nic mu nie grozi. Na swoim przykładzie mogę powiedzieć, że wszystkie książki czytałem po kilka razy. Jednocześnie byłem członkiem Ruchu Światło-Życie, modliłem się, korzystałem z sakramentów pokuty i Eucharystii. I do dziś „Harry Potter” to dla mnie tylko i aż piękna historia o sile prawdziwej przyjaźni, o tym, że jeśli tylko wokół są dobrzy ludzie, to każde zło można pokonać. Nie szukajmy więc na siłę zła. Trzymajmy się kurczowo nóg Pana Boga, patrzmy na życie przez pryzmat wiary.

„Harry’ego Pottera i przeklęte dziecko” polecam przede wszystkim tym, którzy czytali poprzednie części. Książka jest ich bezpośrednią kontynuacją, więc komuś, kto nie zna perypetii Chłopca, Który Przeżył może być ciężko połapać się w niektórych wątkach. Z całą pewnością mogę powiedzieć, że ósma część „Harry’ego” trzyma poziom swoich poprzedniczek. I na pewno nie pożałujecie kupna.