Jaki był rok 2017? Co darował, co wziął?

Jaki był rok 2017?

No i mamy 2018 rok. Rok, z którym wszyscy wiążemy duże nadzieje, rok w którym możemy po raz kolejny spróbować spełnić swoje plany. Ja dziś jednak chcę sięgnąć jeszcze wstecz i popatrzeć na odchodzący już miniony rok 2017. Jaki był rok 2017 dla mnie?

W 2017 roku poniosłem tak naprawdę tylko jedną porażkę. W sylwestra roku 2016/17 podjąłem jedną, ale bardzo ważną decyzję, która miała zaważyć na całym moim przyszłym życiu. Ono jednak tak się potoczyło, że nie dane mi było jej urzeczywistnić. Dlatego ta jedna, jedyna porażka sprawia, że ciężko mi patrzeć pozytywnie na minione 365 dni.

Nie ma jednak tego złego, co by na dobre nie wyszło. Mimo burzy, która przeszła przez moje życie we wrześniu udało mi się coś, co planowałem od dawna – pójście na terapię i podjęcie pełnoetatowej pracy w Bonito.pl. Oba te wydarzenia dają mi niesamowitą satysfakcję i poczucie tego, że wreszcie robię coś dla siebie. Dzięki terapii więcej myślę o sobie, więcej czasu spędzam sam ze sobą, uczę się siebie, swoich reakcji, sam siebie poznaję. I zaczynam powoli siebie lubić, co jeszcze kilka miesięcy temu nie było takie oczywiste. Więcej się uśmiecham, mniej denerwuję, potrafię powiedzieć „nie”. A tak naprawdę to dopiero początek mojej pracy nad sobą.

Praca w Bonito.pl pomogła mi podjąć jeszcze jedną decyzję. Chodzi mianowicie o moje studia. Od jakiegoś już czasu mnie one męczyły. Znajdując pracę, która daje mi nie tylko pieniądze, ale też po prostu frajdę pogodziłem się z myślą o ich rzuceniu. I choć niektórzy mi się dziwią, bo niby jestem na 5 roku, więc to ostatnia prosta, to mnie ta decyzja daje dużo spokoju. I to mnie utwierdza w tym, że jest dobra. Czymś niewyobrażalnym dla mnie jest teraz pisanie pracy magisterskiej i kończenie ich na siłę. Zwłaszcza, że studiuję na kierunku, który nie jest równoznaczny z uzyskaniem pracy w zawodzie. Z mojej perspektywy strata jest więc mała.

Na koniec jeszcze parę słów czytelniczego podsumowania. W 2017 roku udało mi się przeczytać 43 książki. Nie udało mi się niestety dobić do 52 pozycji, co mam nadzieję, że uda mi się w tym roku. Przeczytałem też kilka czasopism, a musicie wiedzieć, że należę do tej grupy osób, które prasę czytają od deski do deski. Nie potrafię przeczytać kilku wybranych artykułów, czytam wszystko. Gdyby więc zliczyć wszystko, co przeczytałem w minionym roku dałoby to 103 pozycje. Nie jest więc tak źle. W 2018 roku chciałbym jednak czytać więcej książek. Choć z prasy nie zamierzam rezygnować. Jestem stałym prenumeratorem miesięcznika „W drodze”, sięgam czasem po „Gościa Niedzielnego”, „Przekrój” czy „Książki. Magazyn do czytania”. Bardzo lubię również magazyn „Non/fiction”, zamówiłem też pierwszy numer nowej pozycji na rynku „Pismo”. Jak te plany zweryfikuje rzeczywistość? Czas pokaże.

2017 rok był więc czasem trudnym, ale ważnym. Ważnym przez decyzje, które podjąłem. 2018 rok to będzie czas zbierania owoców tychże. Oby były to owoce dobre.
Dziękuję Bogu za te 365 dni. Mimo ich trudności i dużej wagi dla mojego życia. I najpokorniej jak tylko potrafię proszę o Jego opiekę na każdy dzień rozpoczętego dziś nowego roku.

  • Także życzę wiele sukcesów w Nowym Roku. Twoja decyzja była odważna i pewnie dopiero za jakiś czas będziesz widział to wszystko pełniej, ale ważne, że robisz to, co czujesz. Po pierwszym roku studiów (tak jak Ty studiowałem dziennikarstwo, tylko że na UMCS) miałem szansę znaleźć ciekawy staż na kilka miesięcy, z możliwością zatrudnienia. Bałem się tego (choć mogłem wziąć ,,dziekankę” w tym czasie i zobaczyć, czy coś z tego będzie). Kontynuowałem ten kierunek w Lublinie przez 4 i 5 rok (choć brałem pod uwagę wyjazd do Warszawy lub Krakowa), był tym co mnie fascynowało i chciałem to robić. Po skończeniu studiów w lipcu wszystko potoczyło się na niekorzyść i, tak jak pisałeś, nie dało to gwarancji zatrudnienia, choć autentycznie starałem się, powróciłem z Lublina na Mazowsze (mieszkam niedaleko Twojego rodzinnego miasta, więc mogę Ci powiedzieć, że w tych okolicach, w miastach tuż obok sprawdzałem i nie wyszło; choć pewnie dla chcącego nic trudnego). Uważam więc, że Twoja decyzja była dobra: mieszkasz w Krakowie, pracujesz w miejscu, które daje Ci satysfakcję i radość). Po mojej przygodzie w poszukiwanie pracy i jakieś rzeczy przejściowe (o 360 stopni nawet nie tylko dziennikarskie, ale wręcz w których wykształcenie wyższe było przeszkodą w rekrutacji) wiem, że niestety będę musiał moje Mazowsze opuścić i wrócić np. do Lublina, albo gdzieś jeszcze w Polskę. Podjąłeś ryzykowną decyzję, ale za to dającą stabilizację. I gratuluję Ci właśnie tego. A na ewentualne ,,dokończenie” studiów, jeśli będziesz chciał, masz jeszcze czas i możesz to zrobić np. za rok lub dwa.

    PS. Gratuluję wyników czytelniczych. Też czytam od deski do deski prasę, w konsekwencji mam archiwum ,,Tygodnika Powszechnego”, ,,Gościa Niedzielnego” a także trzy ,,Przekroje” i jakieś ,,Duże Formaty” 🙂

    • Eryk Markowski

      Dzięki za Twój komentarz. Z własnego doświadczenia wiem, jak trudno jest znaleźć pracę po studiach dziennikarskich. Pracę w zawodzie oczywiście. Podczas studiów robiłem różne staże i praktyki, czy to w „Gościu Niedzielnym”, w Katolickiej Agencji Informacyjnej, w biurze ds. promocji Szlachetnej Paczki w Lublinie, moje teksty publikowały takie portale jak Stacja7 czy Deon. Teraz współpracuję z Aleteią, nie jest to jednak zajęcie, które pozwoli mi na utrzymanie. Raczej jest to właśnie współpraca, dodatkowy dochód. Nie jest więc tak, że nie robię nic dziennikarskiego. Chciałbym by kiedyś było to moje jedyne, albo chociaż główne źródło dochodu, jednak życie jest jakie jest.

  • Ada Sierocińska

    Oby 2018 był dla Ciebie jak najlepszy i pełen błogosławieństw 🙂 Co do studiów – doskonale Cię rozumiem. Na dziennikarstwie dotrwałam do licencjatu, uznałam, że do magisterki nie dociągnę. I nie żałuję 🙂

    • Eryk Markowski

      Dziękuję pięknie za życzenia! 🙂
      Również poprzestaję na licencjacie z dziennikarstwa. Szkoda życia na zajmowanie się tym, co nas męczy. A żeby być szczęśliwym człowiekiem nie trzeba być magistrem 🙂