Gaudete et Exsultate – świętość dla każdego

Gaudete et Exsultate - świętość dla każdego

Przeczytałem w swoim życiu pewnie kilkadziesiąt biografii świętych. Jedne napisane lepiej, inne gorzej, z większym naciskiem na „nadludzkość” opisywanej postaci bądź jej cechy typowo ludzkie. Z ręką na sercu mogę powiedzieć, że żaden z tych życiorysów nie pociągnął mnie zbytnio do pragnienia świętości. Zrobił to dopiero papież Franciszek swoją najnowszą adhortacją „Gaudete et exsultate”.

W takich klasycznych życiorysach świętych zawsze odstraszało mnie odrealnienie postaci. Święci często charakteryzowali się tym, że robili wiele rzeczy pod prąd ich współczesności. Niezbyt mnie to pociągało. Zdarzało się, że myślałem o nich jak o osobach co najmniej z zaburzeniami psychicznymi (to np. Święty Franciszek) czy też jak o niedoścignionych ideałach (vide święty Maksymilian Kolbe). Nie dla mnie taka świętość, myślałem. Ani mi w głowie oddawanie życia za drugiego człowieka, za bardzo lubię swoje. Ani mi w głowie też rezygnacja z wielu dobrodziejstw naszych czasów „w imię Boga”. Czy zatem mam jakiekolwiek szanse na świętość? Czy jedyne o czym mogę marzyć i o co się modlić to Boże miłosierdzie, bym dostał się choć do czyśćca?

Żeby zostać świętym nie muszę uciekać od świata, nie muszę nie wiadomo jak zapierać się samego siebie. Żeby zostać świętym muszę raczej siebie odkryć, siebie poznać i według tego, czego się dowiem, żyć. Obraz świętości jaki wyłania się z nowej adhortacji Franciszka to nie świętość dla wybranych, jak o niej myślałem wcześniej, ale „świętość klasy średniej”, świętość powszednia, codzienna. Co to oznacza?

Przede wszystkim, że świętość jest dostępna dla każdego. Świętym możesz zostać uczciwie rozliczając podatek. Nie ściągając na egzaminie. Nie jeżdżąc komunikacją miejską bez biletu. Nie obgadując innych ludzi. Przyrządzając obiad dla swojej rodziny. Zabierając na randkę swoją dziewczynę/narzeczoną/żonę. Kupując jej bez specjalnej okazji kwiaty. Modląc się regularnie. Chodząc co tydzień na niedzielną Mszę świętą. Wywiązując się ze swoich obowiązków. Że to wszystko wydaje się trywialne? Owszem. Są to jednak niezbędne kroki do osiągnięcia świętości. Każda jedna decyzja, wypływająca z miłości, przybliża nas do tego celu.

Tekstem „Gaudete et exsultate” papież dał mi nadzieję. Nadzieję na to, że świętą może być już moja babcia robiąca z miłości do swoich wnuków najzajebistsze pierogi na świecie. Świętym może być mój dziadek codziennie z ogromną miłością pielęgnujący przydomowy ogródek. Świętym mogę kiedyś zostać ja, żyjąc po prosu uczciwie. „Aby być świętym, nie trzeba być biskupem, kapłanem, zakonnikiem ani zakonnicą. Często mamy pokusę, aby sądzić, że świętość jest zarezerwowana tylko dla tych, którzy mają możliwość oddalenia się od zwykłych zajęć, aby poświęcać wiele czasu modlitwie. Ale tak nie jest. Wszyscy jesteśmy powołani, by być świętymi, żyjąc z miłością i dając swe świadectwo w codziennych zajęciach, tam, gdzie każdy się znajduje. Jesteś osobą konsekrowaną? Bądź świętym, żyjąc radośnie swoim darem. Jesteś żonaty albo jesteś mężatką? Bądź świętym, kochając i troszcząc się o męża lub żonę, jak Chrystus o Kościół. Jesteś pracownikiem? Bądź świętym, wypełniając uczciwie i kompetentnie twoją pracę w służbie braciom. Jesteś rodzicem, babcią lub dziadkiem? Bądź świętym, cierpliwie ucząc dzieci naśladowania Jezusa” (GE 14). To moim zdaniem kluczowy fragment adhortacji. I mój ulubiony.

Panie Boże, z całego swojego serca dziękuję Ci za to, że dałeś nam papieża Franciszka. Dziękuję za to, że przez niego przypominasz mi o tym, że świętość to nie heroizm, ale suma małych, uczciwych decyzji inspirowanych miłością. Proszę Cię, daj mi siłę, bym na każdym takim małym zakręcie swojego życia wybierał dobro i uczciwość.