„Fotografie, które nie zmieniły świata” – Krzysztof Miller

Fotografie, które nie zmieniły świata - Krzysztof Miller

Fotografią interesuję się już od kilku lat. Choć ostatnio trochę ten temat zaniedbałem, to wciąż jest dla mnie ważny. Bardzo lubię pójść do księgarni, wziąć do ręki jakiś album i go przeglądać. Sam takich w swojej kolekcji mam niewiele, raptem dwa. Jednym z nich jest książka „Fotografie, które nie zmieniły świata” autorstwa zmarłego w 2016 roku wybitnego polskiego fotoreportera Krzysztofa Millera.

Z opisywaniem albumów czy wystaw fotograficznych zawsze mam problem. Zawierają one niewiele tekstu, zwykle tyle ile potrzeba do opisu fotografii, jej kontekstu, momentu, w którym została wykonana. Gdy weźmie się do ręki taki album jak „Fotografie, które nie zmieniły świata” pojawia się pokusa, by poświęcić mu 1-2 dni i odłożyć na półkę. Bo ileż można oglądać zdjęcia? Wydaje się to mniej absorbujące czas i uwagę niż czytanie książki. Takich albumów jednak się nie czyta, ich się nawet nie ogląda – je się przeżywa.

Już po pobieżnym przejrzeniu albumu można zauważyć jedną rzecz – niemalże na wszystkich zdjęciach Millera są ludzie. Myślę, że na palcach obu rąk można wyliczyć te, na których ich nie ma. Wyraźnie pokazuje to, co najbardziej interesowało fotoreportera Gazety Wyborczej.
Jeżdżąc po świecie i dokumentując przeróżne działania wojenne czy inne, trudne i bolesne sytuacje, chciał je przedstawić przez pryzmat człowieka – jego emocji, spojrzenia, wyglądu. Czasem wystarczyło do tego zdjęcie jednej stopy, czasem pooranej przez czas i doświadczenia twarzy. Wymowne jest również to, że Miller fotografował człowieka z bliskiej odległości. Nie chował się za teleobiektywem, nie robił zdjęć z ukrycia jak paparazzi. Nie bał się podejść do człowieka, posłuchać jego opowieści, poprosić o stanięcie przed obiektywem.

Krzysztof Miller był przede wszystkim fotoreporterem wojennym. Był świadkiem chyba wszelkich możliwych konfliktów zbrojnych. Jego zdjęcia pokazują, że na wojnie zawsze najbardziej obrywają ci, których ona najmniej dotyczy. Matki opłakujące swoich synów. Żony czekające na jakiś znak życia od męża. Dzieci czekające na powrót taty. Siostry czekające na braci. Ludzie starsi i samotni patrzący z bólem serca na ruiny swoich domów zniszczone w wojnie, z którą nie mają nic wspólnego. Tak właśnie wygląda świat, którego nie chcemy, a do którego czasem uparcie dążymy. Wystarczy porównać zdjęcia z dzisiejszej Syrii z wykonanymi ponad 20 lat temu przez Millera w Czeczenii. Czy coś się zmieniło? Czy ktoś dostrzeże różnice?

Fotografie wieloletniego reportera Gazety Wyborczej prowokują do takich właśnie refleksji. Nie jest to album, którego obejrzenie zajmie 15 minut po czym wyląduje grzecznie na półce nie wywołując żadnych emocji. Ja podczas oglądania zawartych w nim zdjęć przeżywałem złość, szok, niedowierzanie, smutek, rozczarowanie, wzruszenie… Dlatego spędziłem nad tym albumem 2 tygodnie, nie czytając przy okazji niczego innego. Bo „Fotografie, które nie zmieniły świata” na to zasługują. Na osobny, przeznaczony tylko dla nich czas. I mimo, że świata nie zmienią to mogą zmienić moje i twoje myślenie o wojnie, pracy fotoreportera, życiu. A to już bardzo dużo.