Choćby pragnienie

Gdyby mierzyć jakość książki ilością podkreśleń, zaznaczeń ciekawych fragmentów, to ta pozycja byłaby jedną z najciekawszych na rynku. Nie to jednak stanowi o tym, że „Miłosierdzie to imię Boga” jest publikacją, po którą warto sięgnąć.

franciszek_Milosierdzie_500pcx

Nie jest to książka, której przeczytanie zajmuje dużo czasu. Liczy sobie nieco ponad 130 stron. Jej układ i treść sprawiają za to, że czyta się ją jednym tchem. „Miłosierdzie to imię Boga” jest zapisem rozmowy włoskiego watykanisty Andrei Torniellego z papieżem Franciszkiem. W zasadzie jest to zbiór różnych historii i anegdot z życia księdza, biskupa i kardynała Bergoglia. Na bardzo dużą ilość pytań odpowiada on bowiem przytaczając różne wspomnienia ze swojej przeszłości. Nie jest to jednak żadnym zaskoczeniem dla kogoś, kto choć odrobinę zna styl wypowiedzi ojca świętego. Pozwala to poznać osobowość papieża. Widzimy go jako czułego, troskliwego, wrażliwego na potrzeby bliźniego człowieka i kapłana.
W przytaczanych przez papieża historiach widać, jak bardzo ważna w jego życiu była idea miłosierdzia. W zasadzie nie idea, ile życie miłosierdziem. „Tylko ten, kto został dotknięty, przytulony czułością Jego miłosierdzia, zna tak naprawdę Pana.” Boże miłosierdzie jest dla Franciszka centralnym punktem orędzia Chrystusa. Mówi wręcz, że „miłosierdzie to dowód tożsamości Boga”, Jego imię.

Franciszek często w swoich wypowiedziach porusza temat spowiedzi. Można powiedzieć, że „odrodzenie” tego sakramentu to jedna z ważniejszych kwestii jego nauczania. Nie mogło zabraknąć tego wątku w tej rozmowie. Jakim spowiednikiem jest papież? „Nawet jeśli napotykałem czasem zamknięte drzwi, zawsze szukałem choćby szczeliny, prześwitu, by móc je otworzyć i ofiarować przebaczenie, miłosierdzie”. Te słowa o „choćby szczelinie” czy „prześwicie” pojawiają się w kilku miejscach książki. Pięknie pokazują one duszpasterską troskę biskupa Rzymu o to, by umożliwić Bogu dotarcie ze Swoim miłosierdziem do człowieka. We wstępie Andrea Tornielli przytacza ciekawą historię. Przyznaje, że w pewnym miejscu próbował niejako osłabić słowa Franciszka. Podczas rozmowy ojciec święty powiedział, że Bóg chce przyjąć każdego „jeśli tylko wykonamy maleńki krok” w Jego kierunku. Dziennikarz postawił tutaj kropkę. Podczas autoryzacji tekstu papież upomniał się jednak o brakujący fragment jego wypowiedzi: „…lub odczujemy przynajmniej pragnienie zrobienia tego kroku.” Piękne.

Książkę kończy rozmowa na temat uczynków miłosierdzia. Zapytany o to, czy nie są one może jakimś przeżytkiem, archaizmem papież Franciszek odpowiada, że „są aktualne, są ważne. Może w niektórych przypadkach można by je lepiej przetłumaczyć, ale wciąż pozostają podstawą naszego rachunku sumienia. Pomagają nam otworzyć się na Boże miłosierdzie, prosić o łaskę zrozumienia, że bez miłosierdzia człowiek nie może niczego zrobić, że bez niego świat nie mógłby istnieć (…)” Książka kończy się dość nagle i niespodziewanie, wydaje się, jakby była urwana, niedokończona. Takie zakończenie daje jednak możliwość refleksji nad przeczytanym tekstem oraz zachęca do lektury załączonej na końcu publikacji bulli „Misericordiae Vultus”. To kolejny kapitalny tekst, o którym tutaj już nie będę wspominał. To temat na oddzielny wpis.

„Miłosierdzie to imię Boga” to książka, którą warto mieć w swojej biblioteczce. Raz przeczytana sprawia, że chce się ja przeczytać jeszcze raz. I jeszcze raz. Dobra lektura na Jubileusz Miłosierdzia i np. na podróż pociągiem. Nie pozostaje mi nic innego jak napisać jedno magiczne słowo: „polecam!”


Wpis powstał we współpracy z Wydawnictwem Znak. Nadmieniam, że nikt nie ingerował w jego treść. Książkę można kupić TUTAJ.